środa, 4 lipca 2012

dzień 108.

- Nie ruszaj mojej bajki, ty - Józku - ty!
Nie tylko Staś u nas w domu tak reaguje, gdy Józio sięga do myszki komputera.
- sio - Staś rozgniewał się wczoraj nie na żarty. Razem z Elą oglądali rosyjską bajkę "Masza i kasza". Pewnie przy tym planowali jakąś nową psotę, nie na darmo moja koleżanka nazywa tę dwójkę Gangiem Olsena. Wiadomo, kto jest mózgiem wszystkich operacji. Masza z ekranu nadawałaby się do ich paczki. Gotując kaszę, zalała całe mieszkanie i podwórko, chyba nawet do studni fala kaszy dotarła... Właśnie w takim momencie wkroczył Józek i cofnął bajkę. Nagle wszyscy zmuszeni byli obejrzeć jeszcze raz pierwszą scenę, za chwilę ostatnią, ale Józek jeszcze nie skończył, wciąż poszukiwał swojej ulubionej, gdy kasza wylewa się na podłogę...Został przez maluchów wypędzony do kuchni. Tam poprosił o kaszę. Przygotowaliśmy razem kuskus, przy czym Józek ciągle zaśmiewał się z kaszy, której Masza ugotowała zdecydowanie za dużo. Józek zdecydowanie preferuje filmy, w których ktoś się przewraca, woda tryska niespodziewanie, a tort spada na twarz. Skórki od banana - hahahahaha! Jeśli poprzez takie filmy Józek przełamie swoją wybiorczość pokarmową, to możemy oglądać wszystkie odcinki Flipa i Flapa!
Zachęcona jego dobrym humorem wyciągnęłam z torby bób. Nieodłącznie kojarzy mi się z latem. W dzieciństwie na podwórko wynosiliśmy wszystko, co akurat było na działce. Zajadaliśmy się pomidorami, łuskaliśmy słonecznik i do tego bób. A, zapomniałabym o chlebie z solą.
Józka zainteresował kształt bobu:
- czy to duża fasola? zapytał, chociaż fasoli jeszcze nigdy nie zjadł.
Szybko znalazłam krótki film przedstawiający przygotowywanie bobu. Obejrzał go z prawdziwym zachwytem:
- zrobię, ja to zrobię!
- a potem zjesz - to już dodałam w myślach.
Początkowo nie mogliśmy dogadać się w kuchni. Jeśli rozpoczęto film od sceny polewania masłem ugotowanego już bobu, to Józek, który nie uznaje retrospekcji, chwycił od razu za masło. Obraził się na mnie, gdy mówiąc: później, później, wrzuciłam bób do garnka. 
 - jest przepis, ja robię z przepisem - powiedział mi i wyszedł  jeszcze raz obejrzeć film o gotowaniu bobu.
Ugotowany bób polaliśmy masłem i Józek kilka ziaren zjadł. Najwięcej zjadła Ela, ale nie na darmo nosi pseudonim wszystkożerna koza.
Oczywiście nie zawsze pomoże nam w nowych smakach bajka lub film. Jego wybiórczość pokarmowa nie jest wynikiem chęci lub braku chęci. Dzięki kilkuletnim terapiom w przedszkolu, a potem w szkole (m.in. z integracji sensorycznej) zaczyna zmieniać się jego odczuwanie smaków. Już nie wszystko jest drewniane, chropowate albo mdląco śliskie. Zamiast tego potrawy zaczynają być delikatne, chrupiące - po prostu smaczne. Kiedyś nie mógłby zjeść niektórych rzeczy i żaden najciekawszy obraz nie zmieniłby tego. 
Coraz więcej pojawia się nowych potraw, a z niektórych czas już zrezygnować. Dziś rano odmówiłam zdecydowanie codziennego batona:
- inni chłopcy jedzą!  - próbował oponować Józek
- od batonów robi się duży brzuch - usłyszał ode mnie.
Przebiegłam przez przedpokój z wypiętym do przodu brzuchem, przewróciłam się pod koniec. W dzieciństwie też oglądałam wszystkie filmy z Flipem i Flapem, jeszcze pamiętam, jak się przewracać. Józek tak bardzo śmiał się z mojego upadku, że sam też się przewrócił. A potem na zmianę biegaliśmy z wypiętymi do przodu brzuchami. Za każdym razem lądowaliśmy na podłodze. Ostatnia próba była już z wciągniętym brzuchem:
 - bez słodyczy będziesz szczuplejszy, łatwiej będzie Ci biegać.
Józek poszedł dziś bez batonu do świetlicy szkolnej, do której uczęszcza w lipcu. Zamiast tego w plecaku znalazł się banan.
Nie byłby sobą, gdyby na końcu nie dodał:
- a inni będą mieć grube brzuchy, a ja nie! hahahahaha Będę pierwszy!
Zastanowił się przez chwilę, po czym dodał:
- tylko Igor mnie dogoni, bo on nie je słodyczy.
A teraz pytanie dla moich wnikliwych czytelników - lingwistów: dlaczego Józek mówi: "Mawa i kawa"?

13 komentarzy:

  1. Маша и каша = Mawa i kawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. brawo! Józek nie znosi istnienia innych języków, nawet po wytłumaczeniu mu, że litera "sz"tak wygląda w języku rosyjskim po prostu nie przyjął tego do wiadomości. Tak powstała Mawa i kawa. Bajka nazywa się "Masza i niedźwiedź", ale gdy Józek zobaczył jak się pisze "niedźwiedź", odwrócił oczy i odtąd używa nazwy jednego z odcinków, tego o kaszy

    OdpowiedzUsuń
  3. to ja już nie mam szans- wszystko jasne :-) wybiórczość pokarmowa skądś mi znana- u nas odpadają jakoś same potrawy mączne, ale nieszczęsne parówki...- dobrego dnia dla Całej Rodzinki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,dobrze że Józek chociaż próbuje różnych potraw.Wojtek nie próbując stwierdza,że coś jest niedobre.Zjada tylko to,co ja uważam za mało wartościowe ( chipsy,frytki):(

      Usuń
    2. Chipsy i frytki według Józia zawsze najlepsze, czasem myślę o puszczeniu Józiowi tego filmu, który krąży w internecie o szkodliwości MacDonalds

      Usuń
    3. Ulubione warzywo- frytki;)

      Usuń
    4. czyli ziemniaki rządzą! tylko przyprażone i spłaszczone lub pokrojone w paski. ważny jest też glutaminian sodu, który ulepsza smak na tyle, że nie można przestać jeść tych ...ziemniaków

      Usuń
  4. Jak widać, jedzenie to BARDZO ważny temat w życiu naszych autystów-ARTYSTÓW:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, jak już podchodzą do czegoś, to z pasją - artystycznie

      Usuń
  5. (...)ty ,Józku,ty(...) Uśmiałam się do łez,bo chyba Staś myślał,że ciska soczyście obraźliwą inwektywę;DDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słów mu zabrakło, mowę odcięło...

      Usuń
  6. Moj maz jest niemal uzalezniony od bobu;) Jak w srodku nocy go glod napadnie i niczego innego nie znajdzie w kuchni, to robi napad na zamrazarke i gotuje (a potem pozera) paczke bobu albo szpinaku:) Akurat za tymi dwoma warzywami nie przepadam. Mlody lubi szpinak z ziemniakami i siekanym jajem (wszystko razem wymieszane). Za frytkami zadne z nas nie przepada. Moj maz wieki temu kupil frytkownice, ale w koncu ja komus oddalam, bo stala i sie kurzyla, zajmujac zbyt duzo miejsca w szafie;) Ziemniaki mlody uwielbia w formie "stamppota" , tubylczego jednogarnkowego dania: ziemniaki, endywia, kiszona kapusta, albo jakies inne warzywa, zesmazony boczek w kostke i wszystko utluczone razem. Ja je lubie tylko z maslem i cebula albo w formie kopytek lub pierogow ruskich, ewentualnie z jakims serem. Maz ziemniaki moglby jesc na okraglo, bleee. My z mlody m za to szalejemy jak go nie ma na obiedzie w domu: makarony, kasze i nalesniki, jakies kluski, pierogi albo pyzy, czyli to, co kochamy najbardziej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. połowa osób wyszła z mieszkania, gdy gotowaliśmy bób, zapach im nie służył! i nie piszę tu o Józku -hihihihi. Gdybym gotowała tylko dla siebie, jadłabym do znudzenia kalafior i brokuły, ale znowuż te zapachy! Samych nadwrażliwców mam w domu

      Usuń