poniedziałek, 2 lipca 2012

dzień 106.

Z kartami "Czarny Piotruś" usiedliśmy wczoraj do gry. Co to były za emocje! Gdy tylko Józio dostał Czarnego Piotrusia rzucił się na łóżko ze śmiechu, kartę pogiął i rzucił ją na ziemię. Wyprostowałam pogięte krawędzie i Czarny Piotruś za chwilę krążył dalej. Józek zaraził nas swoim śmiechem. Każdy następny zdobywca trzynastej karty rzucał się na łóżko, obok padał Józek, a karta znów lądowała na ziemi. To była pierwsza i chyba ostatnia rozgrywka. Nie wiem, czy karty dotrwają do następnej gry. A mi przypominają się od razu wakacje z dzieciństwa, spędzane z rodziną w Regielnicy, gdzie graliśmy do rana właśnie w karty, w czasach bez komputera i internetu.
A propos internetu Józio zaczytuje się teraz informacjami o JuraParku w Solcu Kujawskim. Nie straszne mu nowe słowa, takie jak: ścieżka dydaktyczna, które dla niego brzmią jak zapowiedź nowej przygody z dinozaurami. Wczoraj sprawdził mapę dojazdu, teraz planuje posiłki w restauracji jaskiniowej. Zapytany przez znajomego:
- jak ty to przeżyjesz? Józek, ten park dinozaurów jest daleko!
- spokojnie, przeżyję! - odpowiedział.
Józek jak zawsze działa inspirująco na całą rodzinę, teraz ja siedzę przed stroną internetową parku dinozaurów i planuję. Trzy i półgodzinny dojazd trochę jednak mnie martwi.
Błyskawiczne odczytywanie różnych słów zauważamy u Józka od kilku dni. Wczoraj w kościele śpiewał pieśni patrząc na ekran. Gdy wpisałam do przeglądarki internetowej słowa: "jak dojechać do Solca Kujawskiego" Józek nachylony nade mną zdołał przeczytać je szybciej niż przeglądarka odnalazła strony. Oczywiście takie hasła, jak restauracja jaskiniowa odczytuje jeszcze szybciej. Gdy zobaczył zdjęcia potraw, zostawił mi szczegóły wyjazdu, a sam zajął się obserwowaniem szaszłyków, frytek i kotletów. Szaszłyki to nowa potrawa, której Józek jeszcze nie próbował. Tak jak to bywa z wybiórczością pokarmową Józka, może tak być, że szaszłyki powędrują do kosza. Józek, który marzył o ekspresie do kawy, miał okazję ostatnio obejrzeć pokaz mielenia i przygotowywania napoju. Z łykiem kawy w ustach pobiegł do zlewu. Byliśmy pewni, że jako znany smakosz kiełbasy zachwyci się kiełbasą przygotowywaną w domu. Rzeczywiście zainteresowany był bardzo procesem wędzenia, ale przygotowana w ten sposób kiełbasa zaskoczyła go. Po przekrojeniu nie wyglądała tak samo, jak ta ze sklepu. Zabrakło Józkowi różnych sztucznych barwników, glutaminianu sodu i fragmentów, które na pewno nie są mięsem, ale nikt nie chce wiedzieć, czym są. Józio fan kiełbasy ze sklepu nie docenił prawdziwego mięsa. Takich wątpliwości nie miała Ela, zabrała mu sprzed nosa apetycznie pachnącą kiełbaskę.

7 komentarzy:

  1. Wspólne gry to jest to, karty u nas odpadają szybko się "jakoś" niszczą, ale rycerze czy piraci- gry planszowe a ostatnio domino obrazkowe sprawiają, że zabawa jest wesoła ;-) Park dinozaurów- świetny pomysł- może po drodze wymyślajcie jakieś zagadki, liczyć auta w konkretnym kolorze, albo wymieniać głośno marki aut, albo śpiewajcie? Józio wytrzyma w końcu chce jechać do "dinozaurów" ;-) dobrego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może ta jego wielka chęć zobaczenia tych dinozaurów w końcu przełamie jego niechęć do ruszania się. Pomysły na drogę już czas zbierać.

      Usuń
  2. Bliżej macie do położonego pod Grudziądzem MegaParku http://www.mega-park.pl/dinozaury.html. Są tam też inne atrakcje więc może reszta rodziny, która nie jest tak zafascynowana dinozaurami, też będzie zadowolona.
    A poza tym moglibyśmy się tam spotkać, będziemy w pobliżu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obejrzałam od razu tę stronę, dzięki, nie wiedziałam, że jest bliżej nas park z dinozaurami i westernowym miasteczkiem. Chyba od niedawna istnieje...Józek zapatrzony w JuraPark nie chce na razie myśleć o czymś innym, ale wakacje jeszcze trwają, kto wie, fajnie byłoby się spotkać!

      Usuń
  3. Nie znam się niestety na dinozaurach, gdyż jak do tej pory Maja się nimi nie zainteresowała specjalnie, więc nic nie doradzę,ale bardzo podoba mi się Wasza aktywność i chęć pokazywania Józiowi i pozostałym Milusińskim takich ciekawych rzeczy.
    W którymś z Twoich postów Bogusiu czytałam,że pisanie bloga zmobilizowało Cię do większej aktywności, by " było o czym pisać".
    Zainspirowana Twoim blogiem, postanowiłam również pisać o Mai, szczególnie o zabawnych historiach, które nam sie zdarzają w związku z autyzmem.
    Nie jestem zbyt biegła w poruszaniu się w wirtualnym świecie i nie wiem jak sprawić, by mój blog był widoczny,ale jeśli ktoś jest zainteresowany to może uda się znaleźć nas spod adresem: majafruwatuitam.blogspot.com lub "Pszczółka MAJA-autyzm na wesoło". Od kiedy czytam Wasze przygody, postanowiłam też być bardziej aktywna i wychodzić z Mają " do ludzi".
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za dostarczenie niesamowitych wrażeń podczas lektury Twojego bloga i inspirację do pisania:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WoW!aż mi się tak z amerykańska wyrwało!faktycznie tyle fajnych rzeczy piszesz o Mai, blog to jest to! Pomogę w czym się da.

      Usuń
    2. Kochana jesteś:)))Mówiłam Ci już ,że uzależniam się od Waszego bloga-znów mnie północ tu zastaje:):):)Dobranoc, śpijcie słodko.

      Usuń