niedziela, 17 czerwca 2012

dzień 91.

Nie tak miał wyglądać dzień dla pasażerów autobusu numer 6. Wracali, jak co tydzień, z rynku, z jajkami i warzywami. Już przy samym wejściu zauważyli dwóch chłopców, którzy nie ustępowali nikomu miejsca, tylko siedzieli razem ze swoimi mamami. Miejsc wolnych było jeszcze trochę w autobusie, ale oni zajęli najlepsze, przy oknie i niedaleko drzwi. Gdy autobus minął ratusz jeden z chłopców zaczął krzyczeć. Niewyraźnie, więc nie było wiadomo, o co mu chodzi. Coś o zgubieniu się? Mama pogłaskała go po ręku i przytuliła. Chłopak krzyczał dalej. Nie można było wytrzymać! A ta mama - co ona sobie właściwie myślała o innych ludziach? Nie robiła nic, żeby ten narastający krzyk zakończyć. Na szczęście jedna ze starszych pań wzięła sprawy w swoje ręce:
- jesteś kapryśny i niegrzeczny! - powiedziała do chłopca.
Ale chłopiec nie słuchał jej, nadal głośno płakał. Mama znów go przytuliła, coś do niego szepcząc, chłopiec wyrywał się jej i jeszcze głośniej krzyknął.
 - no - głośniej głośniej, bo Ciebie nie słychać! - to znów starsza pani.
Wtedy zareagowała mama, ale nie tak, jak wszyscy w autobusie tego oczekiwali.
Odwróciła się w stronę pani. Wpatrując się w nią coś jej powiedziała. Starsza pani zbladła. Przeprosiła. Zaraz, zaraz, co tam się wydarzyło, nic nie było słychać - z tyłu autobusu wychylali się ludzie, żeby lepiej usłyszeć.
Podszedł do nich ktoś jeszcze, jakiś mężczyzna, spytał się, czy chłopiec nie ma jakiegoś ataku, czy nie zachorował, czy nie trzeba mu pomóc?
Pomóc?
Dziewczyna odwróciła się, wciąż trzymała chłopca za rękę. Podziękowała mężczyźnie i powiedziała, że jej syn jest niepełnosprawny, ma autyzm, i krzykiem zareagował na to, czego się przestraszył. Znowu na końcu autobusu nie było jej dobrze słychać, ale mówiła coś w tym stylu. Zresztą zaraz wysiedli, chyba wcześniej niż zamierzali. W autobusie zrobiło się nareszcie cicho.
Chłopcem oczywiście był Józek, a mamą - ja.
Wracałam wczoraj autobusem numer sześć z Józkiem. Dzień spędzaliśmy wyjątkowo aktywnie. Rano podjechaliśmy na dworzec, Józka trochę zdenerwowało to, że planowany autobus nie przyjechał, ale zamachałam do busa jadącego do Szczytna, zabrał nas na dworzec. Potem 10-minutowa podróż pociągiem, która nadaje się na oddzielny wpis, była tak wyjątkowa. Spotkaliśmy się z Igorem na peronie i poszliśmy do nich do domu. To była nasza pierwsza wizyta, ale na pewno nie ostatnia. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Dziadkowie Igora od razu polubili Józka, od 91 dni czytają o nim na blogu. Było bardzo przyjemnie, aż nie chciało się wychodzić. Ale w planach był jeszcze dworzec kolejowy, na którym odbywała się impreza z okazji 140 - lecia kolei w Olsztynie. M.in. szynobus, który jechał do hali montażowej i jechanie drezyną. Czekałyśmy na przystanku autobusowym, ale kolejny raz tego dnia autobus nie przyjechał z powodu zmienionego rozkładu. Józek zareagował złością. W autobusie patrzył w jeden punkt, my rozmawiałyśmy o następnym wyjeździe, skoro chłopcy lubią razem spędzać czas. Może wyjazd pociągiem do Pieniężna? Nagle Józek zaczął krzyczeć: 
- zgubiliśmy się, chcę do domu! 
Wiadomo, co było dalej.
Nie wiedziałam, co robić. Wysiąść z nim, czy zostać? Na dworcu byłam umówiona, zaaranżowałam spotkanie z koleżanką. W końcu wysiadłam jak najbliżej domu i z roztrzęsionym Józkiem wróciliśmy do domu. 
Nie powiem, że przyjęłam to ze spokojem. Jak ja mam jechać z Józiem do Pieniężna, potem do Krakowa? Boję się takich sytuacji, reakcji ludzi w autobusach, pociągach. 
Uspokoił mnie mail, który dostałam od mamy Wojtka. Napisała mi o ich wycieczkach i trochę o Józku. Za jej zgodą umieszczę tu fragmenty:
"będziesz mogła zabierać go na wycieczki, tylko trzeba go powoli przyzwyczajać."
"Józek jest dobrym obserwatorem, jak będzie chodził w różne miejsca to je zapamięta, wtedy łatwiej będzie z Nim chodzić na wyprawy."
"my też nie zawsze dotrzemy do wyznaczonego celu, niejednokrotnie w połowie drogi wracamy do domu."
W takim razie za tydzień następna wycieczka...

9 komentarzy:

  1. Cześć Bogusiu!
    Skąd ja to znam??Twój tekst jest jakby o Mai.Dokładnie tak samo wyglądały nasze dojazdy do przedszkola linią 26.Maja reagowała krzykiem, kiedy zajęte było miejsce, które uważała za swoje(pierwsze po prawej stronie kierowcy, tak by mogła obserwować całą trasę).Oczywiscie "mądrzy ludzie" straszyli i mówili swoje "mądrości życiowe" typu "zabiorę cie do domu", wilk cię zje", albo "no tak, bezstresowe zachowanie"..Po pierwszych takich razach wracałam do domu i wyłam w poduszkę, a potem( po SZKOLE DLA RODZICÓW) odwracałam sie i mówiłam,że moje dziecko ma autyzm.I co??? Cudowna zmiana.Następnego dnia jedna pani już trzymała miejsce dla Mai, byśmy zajęły je na swoim przystanku.Nie możemy sie wstydzić inności naszych Dzieci.I powinniśmy uświadamiać społeczeństwo, bo skąd mają wiedzieć? Z zapartym tchem czekam na kolejne wpisy na Twoim blogu:):):)Całuski dla WAS!!!Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć, dobrze Ciebie tu widzieć, fajna historia z panią trzymającą miejsce dla Mai!

      Usuń
  2. Tak, tak więcej wycieczek. Małymi kroczkami dacie radę.Bardzo proszę kochani nie zapominajcie, że macie prawo do wyjść i wycieczek tak jak inni.A ludzie w autobusie popatrzą, pogadają i zapomną. Nie warto się nimi przejmować- szkoda zdrowia.Głowa do góry. Dacie radę.
    Pozdrawiam Iza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też potrzebuję tej rady: małymi krokami, ciągle mi się wydaje, że już powinnam być super zdystansowaną mamą, a tu małymi krokami, Józek to nauczyciel rzeczywistości

      Usuń
  3. Myślę,że krótkie ale częste wypady to dobry sposób na oswojenie "demonów strachu".Wykorzystałam czipsoholizm Igora do pokonania panicznego lęku przed niezaną i groźną przestrzenią centów handlowych.Kiedy podczas zakupów domagał się ulubionego smakołyku,mówiłam : Ok,kupimy paczkę ale musimy iść po nie do... (tu padała nazwa popularnych hipermarketów).I tu zaczynał się dramat:/ Igor w panice czepiał się mojej ręki lub nogi z siłą dorównującą szczękom rottweilera,zostawiając czarno-granatowe ślady.Więc konsekwentnie(choć serce mi krwawiło z żalu)mówiłam : - Chcesz czipsy? - TAAAA!!! - Wiec musimy po nie wejść i kupić ,bo same nie nie przyjdą. - NEEEEE!!!!
    - No to nie! - CE CIPSY!!!!! DZIEMY!!! I szliśmy,a raczej sunęliśmy z prędkością światła przy akompaniamencie dźwięków godnych horroru "Pies Baskerville'ów".Kiedy już spłakany i spocony Igor otwierał paczkę ulubionego smakołyku,pytałam :
    - Bolało ?
    - NE.
    - Sufit na głowę się zawalił?
    - NE.
    - Czipsy Cię ugryzły?
    - NE.
    I tak w kółko Macieju...Z biegiem czasu śladów na ciele miałam coraz mniej,sprint zmieniał się w szybki marsz,aż stał się spokojnym spacerkiem,a Igor przekonał się,że duży sklep to nie jaskinia smoka.
    Zresztą nawet Biblia mówi,że "wszystko ma swój czas na ziemi,czas siania i czas żniw",więc i Wy też będziecie mieć swój czas:)>Agnieszka<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igor wczoraj podsumował wyjście z Józiem: szkoda, że Józio nie miał cierpliwości, zjedlibyśmy razem pizzę na dworcu...

      Usuń
    2. Brak Józka odebrał mu apetyt,bo jadł jakby to były trociny a nie ulubiony smakołyk...

      Usuń
    3. Witam,jak na jeden dzień to dużo nowych wrażeń,jazda pociągiem,wizyta u kolegi,powrót autobusem nieznaną trasą,mnie samą by to oszołomiło.I tak Józek był dzielny,a i Tobie należy się uznanie,że uświadomiłaś tej pani,że płacz i krzyk nie zawsze oznaczają rozkapryszenie i złe zachowanie.
      Jak poradził sobie Józek z emocjami,czy zastosował swoją metodę wyciszenia i namalował jakiś wspaniały rysunek? Czy dał się przekonać,że przy Tobie to on nigdzie się nie zgubi?
      Pozdrawiam >W<

      Usuń
    4. tym razem Józek zastosował starą, sprawdzoną metodę: zjem coś dobrego, poczuję się wyśmienicie! po drodze wyhaczył pizzerię, zakupiliśmy małą margaritę do domu. Józek niósł opakowanie z pizzą w wyciągniętych rękach, powtarzał sobie: jestem ostrożny, jestem ostrożny. W domu wszyscy rzucili się na pizzę. Józek wyglądał na zadowolonego, jakby nic się nie stało, oczywiście po przełknięciu dwóch kawałków pizzy.
      mam nadzieję, że zapamięta, że ze mną się nie zgubi.

      Usuń