piątek, 15 czerwca 2012

dzień 89.

Wybierając się na świętowanie dziesięciolecia szkoły Józka musiałam być dobrze przygotowana. Wyjścia z Józkiem są zawsze dalekie od spontaniczności. Po pierwsze Józio musi dokładnie wiedzieć, gdzie będziemy. Po drugie w torbie muszę mieć plastry, picie, jedzenie i chusteczki. Dobrze mieć dodatkowe ubrania, zdarzało się, że kropla soku na koszulce wywoływała panikę Józka i natychmiastowy powrót do domu. Bez koszulki, bo kto chodzi w mokrym ubraniu? Chwilę popatrzyłam na zapasowe ubrania i na moją niezbyt dużą torbę. Obejrzałam stos przygotowanych ubrań, moją niezbyt dużą torbę. Krótka decyzja: tym razem nie biorę dodatkowego bagażu.
Gdy tylko wyszliśmy z domu, Józek natychmiast zgłodniał. Miał ochotę na lody. Czemu by nie? Miałam pewne plany wobec Józka i temat lodów pasował mi do tego. Dobry czas, żeby zacząć ćwiczyć samodzielność w zakupach. Zabrałam go do sklepiku, dałam mu pieniądze i powiedziałam:
- dziś kupujesz sam lody.
Józio rzucił pieniądze na ladę:
- masz, weź - powiedział do kasjerki.
- powiedz jeszcze raz: "proszę bardzo" i połóż pieniądze.
Kobieta spojrzała na nas. Może wyglądaliśmy na obcokrajowców?
Po wyjściu ze sklepu zobaczyłam, co wybrał sobie Józek. Lód Twister był duży, zastanowiłam się, czy zdążymy na autobus. Nie doceniłam go, zanim przyszliśmy na przystanek, lód został zjedzony. Nie cały, kawałek upadł na ziemię. Józek był w rozterce. Chciałby zjeść cały lód, bez tego kawałka lód nie był cały. Z drugiej strony usłyszał mój zakaz dotykania jedzenia leżącego już na ziemi. Zawahał się, chyba jednak wygrałaby opcja podniesienia loda z ziemi, gdyby nie to, że rozdeptałam go:
- zobacz, jaki brudny! - dodałam.
W autobusie zainteresował się tubą do rysunków trzymaną przez dziewczynę stojącą przed nami.
- co to? mamo, co to?
Chciałam mu wytłumaczyć, tak jak zawsze mu wyjaśniam wszystko. Tym razem pomyślałam, że skoro Józek chce być coraz bardziej samodzielny, ma okazję uczyć się rozmawiania z innymi:
- spytaj tej pani, co to jest?
Józio powtórzył za mną końcówkę zdania:
-... pani, co to jest?
- jeszcze raz: proszę pani, co to jest?
- proszpani co to jest?  - wykrzyczał Józek.
- to jest tuba do rysunków.
- chcę pokażesz mi?
- nie mogę wyjąć rysunków.
- spytaj się pani, co jest na rysunkach?
-....co na rysunkach....?
- jeszcze raz: proszę pani, co jest na rysunkach?
-...proszę co na rysunkach?
- martwa natura.
- to znaczy, że pani rysuje kwiaty, dzbany i inne przedmioty. Józio powiedz: maluję dinozaury.
- ty malujesz?
- nie, ty malujesz. Józek, czym się interesujesz?
- prehistorią - Józio zakończył rozmowę.
Gdy wchodzi do nowego pomieszczenia zawsze wypatrzy lodówkę, którą otwiera i zagląda, co by tu zjeść.
Jubileusz odbywał się w sąsiadującej z placówką szkole. Józek kierując się węchem znalazł parawan, a za nim ciastka, przygotowane na poczęstunek po części oficjalnej.
Podczas przedstawienia, gdy już zjadł dwa banany i wypił sok (plaster też się przydał) nagle przypomniał sobie o ciastkach. Szybko wyszedł do holu. Kładł ciastko na talerz i spacerował, oglądając ustawione zdjęcia. Trochę turlał się po podłodze udając, że się poślizgnął. Zdjęcia przedstawiały różne wyjazdy dzieci, spotkania, imprezy. Oddzielnie wystawione były zdjęcia konkursowe "Cztery pory roku". Każda pora roku w placówce rozpoczynała się konkursem fotograficznym dla dzieci. Jedno ze zdjęć Józka przekazaliśmy na konkurs jesienny:

Nawet nie spojrzał na swoje zdjęcie, ale od razu zainteresował się fotografią zrobioną przez kolegę: park jurajski i dinozaury. Do tego zdjęcia co chwila podchodził, czasem ślizgając się, czasem turlając.
Z każdym ciastkiem przychodził do mnie:
- co to?
- zapytaj pani - pokazałam na osobę od cateringu.
- co to?
- to ciastko z sosem bolognese.
- Józku to ciastko smakuje jak spaghetti!
Nie za bardzo mu smakowało, jest tradycjonalistą. 
Usłyszałam brawa, oznaczające koniec przedstawienia Teatru Tańca. Z sali wychodzili ludzie,  miałam ochotę na rozmowy i spotkania, tyle znajomych osób w jednym miejscu. Józio, który źle reaguje na tłum rzucił ostatnie spojrzenie na zdjęcie z dinozaurami i wyszedł. Pobiegłam za nim, zaprosiłam go do środka, namawiając go na jeszcze jedno zdjęcie. Posłusznie wrócił, z góry schodów wypatrzył panią z biblioteki z aparatem fotograficznym, stanął przed nią, mówiąc:
 - chcę zdjęcie.
zdjęcie: ZPE

po czym od razu wyszedł. W przelocie udało mi się zamienić kilka zdań z panią terapeutką i panią wicedyrektor. I to koniec - jak mówi Józio. 
Znalazłam go na podwórku, patrzył nieruchomo na chodnik. Widać było, że musi trochę ochłonąć po wszystkich bodźcach. 
Podwieźli nas do domu rodzice koleżanki Józka, rozmawialiśmy o naszych dzieciach i o blogu,  który czytają. Józio nie odzywał się już. Chyba wyczerpał swój limit rozmów na dziś.
Mimo turlania się i przybrudzenia ubrania Józio nie domagał się nowej koszulki - to też zmiana w jego zachowaniu.  
O placówce, autyzmie i przedstawieniu można przeczytać na stronie internetowej Telewizji Polskiej.
Do wczorajszego wpisu dorzuciłam jeszcze dwa zdjęcia z przedstawienia. Zdjęcia są autorstwa Piotra Kucharzewskiego. 

3 komentarze:

  1. Bodźców rzeczywiście ogromna ilość, a te one też "pchają" do rozwoju, ważne aby po takiej burzy emocji wyciszyć się- może masaż relaksacyjny? Wiem Mamo, ze masz dużo pracy i Gromadkę- podpowiadam tylko co pomaga Madzi :-)tzw. terapia taktylna, choć powiem szczerze nie wiem Kto w Olsztynie pracuje metodami Dr S. Masgutowej, w Kętrzynie tak... pozdrawiamy Całą Rodzinę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek już w aucie rozmyślał nad rysunkami, gdy wpadł do domu, odepchnął Jaśka od komputera, wołając: ja, teraz ja , ty już za długo siedziałeś. Zaczął rysować swoje prehistoryczne światy w programie komputerowym, odcinając się od nas i wszystkiego, co było podczas dnia. I tak się wyciszył. Może kiedyś Józek opracuje jakieś swoje sposoby na wyciszanie autystów?! I tak, jak ostatnio napisała mi znajoma w mailu - może Józek napisze kiedyś książkę: "wiem przez co przechodzicie - jestem Józek, Budny Józek".
      Poczytałam trochę o tej metodzie, o której mi napisałaś, ale to jest homeopatia - ja w to nie wchodzę!

      Usuń
    2. Witam,świetnie!!! małymi kroczkami do samodzielności.Z Wojtkiem stosowałam taką samą metodę -chcesz się czegoś dowiedzieć zapytaj.Co prawda opór do rozmów z obcymi ludźmi w dalszym ciągu duży,ale jest nieźle.
      Na wyciszenie Józek opracował własną metodę,która daje efekty w postaci wspaniałych rysunków i niech tak zostanie:).

      Usuń