poniedziałek, 11 czerwca 2012

dzień 85

Gdyby ktoś szukał ekspertów od wybiórczości pokarmowej u autystów, polecam spotkanie z paniami ze stołówki szkolnej.
Codziennie stykają się z zamówieniami, które mogłyby doprowadzić do rozpaczy każdego restauratora. Wystarczy, że do stołówki wejdzie Sześciu Wspaniałych, tak między sobą nazywamy chłopców z klasy Józka. Każdy po podejściu do okienka składa zamówienie.
Pierwszy rozpoczyna jeszcze spokojnie: 
- ziemniaki bez kotleta i surówki, chcę.
Kolejny prosi o kotlet i surówkę, ale bez ziemniaków.
Trzeci zamawia ziemniaki i kotlet, ale bez surówki.
Następny chce surówkę bez ziemniaków, bez kotleta.
Została jeszcze wersja: kotlet, bez surówki i bez ziemniaków.
Ostatni podchodzi mój Józek, rozgląda się uważnie po talerzach innych.
- Sama woda poproszę!
O zupie żaden z nich nawet nie wspomniał. Zupa to drażliwy temat. Pływające kawałki warzyw, choćby najlepiej przyrządzone, są dla nich zbyt trudne nawet do wymówienia. Medal należy się kucharkom za wytrzymanie do końca zamówień.
Chłopcy mają ostatnio okazję otrzymać uśmiechnięte słońca za zjedzony szkolny obiad i może to coś zmieni. Według oceny Józek ostatnio zjadł pół obiadu. Zgaduję, że zupy nie dotknął.
Jakim sposobem Józio tak dobrze wygląda, żywiąc się w szkole wodą?
Nadrabia w domu. Wrzuci bułkę z serem do mikrofalówki, potem doda ketchupu, zagryzie kiełbasą-jajkiem, popije sokiem pomarańczowym. Rozejrzy się po kuchni, bo może z poprzedniego dnia coś zostało. Nic nie ma? Nic nie szkodzi, obok stoi miska, wystarczy wrzucić twaróg, śmietanę, cukier, ugnieść wszystko widelcem i już następny smakołyk gotowy. Jeśli Józka nie upilnujemy, to zje cały twaróg, który jest w domu, nie robiąc przerwy po poprzednim posiłku. Józio nie czuje, że już zjadł wystarczająco. Zauważyliśmy to kiedyś, gdy podczas rodzinnego, dużego obiadu siedząc obok gości zjadł 6 kotletów. Widzę, że odczuwa jedzenie inaczej niż my, nie ma u niego sygnału stop! i tu musimy my interweniować. Dodatkowa porcja spaghetti nigdy u nas nie stoi podczas dnia w lodówce. Ukrywamy smakołyki Józka w różnych miejscach, dopóki nie zaśnie. Wtedy wkładamy wszystko do lodówki. Ostatnio pomaga nam ustalanie godzin jedzenia. Mówię: - twarożek o 19:00 i Józek posłusznie czeka, skubiąc za moimi plecami chociaż bułeczkę.
Gdy spotkałam się ostatnio z koleżankami, zahaczyłyśmy o restaurację Sphinx. Józek zachwycony oglądał menu. Wielkie zdjęcia miały za zadania wzbudzić apetyt i odniosły zamierzony skutek. Nie mógł doczekać się jedzenia, w pełnej gotowości obstawił się miseczkami z sosami i przyprawami. Oczywiście zjadł za dużo. Zaśmiewałam się słuchając dziewczyn. Opowiadałyśmy sobie, jak nasi chłopcy nie akceptowali zmiany ubrań z ciepłych na letnie. Syn koleżanki latem założył dodatkową kamizelę na już i tak ciepłe ubrania, dołożył do tego czapkę, a ja przypomniałam sobie, jak spóźniłam się  na pociąg, walcząc z Józkiem, który nie chciał założyć spodni sięgających mu do łydki. Potem był czas na świetną historię o naszych chłopcach w stołówce. Gdy Agnieszka mówiła o jedzeniu, nagle przypomniałam sobie, że nie pilnowałam, ile Józek zjadł. Przyjrzałam się mu, przechylał się nad stołem i wyciągał rękę do kawałka pizzy. Ale którego?
- chłopie, ile Ty już zjadłeś?
- trzy kawałeczki...
Trzy spore kawałki i frytki i sok.
- już wystarczy, Józio.
Gdy wstał, nie mógł za bardzo się ruszać. Wracaliśmy powoli, Józio wspominał lekarstwo zielone, czyli krople miętowe, które bardzo by mu pomogły. Jednocześnie mówił o kotlecie, który widział w menu.
- nie zjadłem go, nie zjadłem! - żałował.

12 komentarzy:

  1. ech, to jedzenie to potrafi byc koszmarem. Ja w ogole nie czuje pragnienia. Jesc moge, ale niekoniecznie z glodu, jestem tzw zarlokiem emocjonalnym i w stresujacych sytuacjach moge kilka dni nie jesc nic (rekord to 4-dniowa glodowka po probie samobojczej przyjaciela), a pic moglabym zupelnie przestac. Nie potrafie zyc bez kawy, ale ostatnio widze, ze wlasnie kawa jest jednym ze zrodel problemow, po niej w ogole na nic innego nie mam ochoty, a o wypiciu wody nie ma mowy. jakim cudem jeszcze zyje i mam sie niezle pijac tygodniami 300ml kawy dziennie i nic poza tym??? Zup tez sie nie zlapie (chyba, ze ogorkowa albo koperkowa z jajkiem, ale chlopaki nie tkna, wiec nie gotuje wcale). Mlody w ogole nie czuje glodu. Ostatnio po Si jest ciut lepiej, ale to jest nadal sinusoida, raz lepiej, raz gorzej. jako niemowle probowal nam sie zaglodzic na smierc i wlasciwie caly czas trzeba pilnowac, zeby cos zjadl. Moja kolezanka nie mogla uwierzyc, ze widze jego glod po zachowaniu, dopoki sama nie zobaczyla na wlasne oczy. Przegapilam stala pore podwieczorku i mlody zaczal urzadzac cyrk. Jest wtedy straaaasznie nieszczesliwy, placze rozdzierajaco, wszystko mu z rak leci. Wystarczy, ze napije sie soku albo zje wowczas cos slodkiego, zeby szybko podniesc poziom glukozy we krwi i dziecko w ciagu 15 minut zmienia sie w radosnego aniola;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tak czułam, że te objadanie się Józkowe to właśnie zaburzenia z integracji sensorycznej

      Usuń
  2. (...)Jakim sposobem Józio tak dobrze wygląda, żywiąc się w szkole wodą?(...) Wniosek nasuwa się sam - woda pita w szkole staje się tucząca;D Ale ta męska solidarnośc naszych chłopców jest rozczulająca.Igor wyraził zaniepokojenie losem frytek a Józek gotów był natychmiastowo wyegzekwować posiłek z kuchni;D:D:D Tylko Ela podeszła do sprawy ze stoickim spokojem i pobłażliwym uśmiechem;D >Agnieszka<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie do powtórzenia, muszę jeszcze raz ich zobaczyć jedzących, może teraz kuchnia chińska? pewnie zjedzą tylko frytki, ale jakie przeżycie...

      Usuń
  3. Wszystkie dzieciaki sa takie same. Moj starszy syn ciagle mnie oszukuje ze jadl w przedszkolu.
    Codziennie sie pytam co dzisiaj jadles? a on na to ze carrots i rice with chicken.
    Codziennie to samo? W domu mu tak latwo nie popuszczem. Pilnuje na kazdym kroku. Warzyw nie lubi- oprocz oczywiscie marchewek - ktore je "codziennie" w przedszkolu ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha
      dzięki za miłe słowa,ja też zaglądam na Twojego bloga, i ćwiczę angielski. Ciekawa jestem Twojej książki!

      Usuń
  4. A tak kompletnie z innej beczki - to uwielbiam twoj blog.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, mój Aspik wybrałby kotlet i surówkę, bez ziemniaków i bez wody. On też jest z tych niepijących.
    Co z tymi dzieciakami jest, że nie jedzą zupy? Aspik lubi rosół z lanymi kluskami i to wszystko. A jeszcze pół roku temu jadł wszystko, kurczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Józek dziś zobaczył śmietanę z narysowaną truskawką i nie chciał jej dodać do twarogu. Esteta!
      Rosół kiedyś jadł, nagle przestał i więcej do niego nie wrócił.

      Usuń
  6. No, moj Kamil zjada zupe :-) nie moze byc zaden krem, tylko musza w niej plywac warzywa, inaczej nie zje, koniecznie z dodatkiem koncentratu, druga zupa to pomidorowka, zupa to u nas podstawa obiadu. W szkole musialby sie McDonalds zainstalowac, zeby zechcial cos zjesc :-) Tez glodu nie sygnalizuje, ale czasami da sie go rozszyfrowac, bo robi sie poddenerwowany albo szuka slodyczy, ostatnio zaczal wolac o sok. Ogolnie malojadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,pizza Margarita bez sosu,Hot-Dog bez parówki wprawiały w zdumienie osoby które miały to podać Wojtkowi.Zawsze był komentarz,że tak nie można zrobić.Moje"proszę tak jednak zrobić " i Wojtka "inaczej nie będę jadł",odnosiły zamierzony skutek.
      Po kilku wizytach w lokalu,zamówienie składane przez Wojtka już nikogo nie dziwi.

      Usuń