niedziela, 10 czerwca 2012

dzień 84.

Fundacja Form i Kształtów
Ciekawy ten EUgeniusz, naprawdę ciekawy. Włosy i nos w formie placu zabaw dla dzieci naprawdę działają na wyobraźnię. Byliśmy tam już następnego dnia po rozstawieniu instalacji. Nie tylko my się śpieszyliśmy na ten plac zabaw. Przed nami w nocy odwiedzili go kibice wracający z nocnego oglądania meczów. Na szczęście plac zabaw przetrwał ich wizytę.
Wyprawa do EUgeniusza pełna była przyjemnych wydarzeń, co jest dla mnie pewnego rodzaju odmianą. Przeważnie wyjścia z Józkiem są trudne i dostarczają głównie stresu. Skupiam się na tym, że wygląda on inaczej od innych dzieci, że zachowuje się ... inaczej - tak to nazwę dyplomatycznie. Teraz było spokojniej, bo nie byłam wczoraj sama. Po raz pierwszy i mam nadzieję  - nie ostatni -  spotkały się trzy mamy znające się z blogu. W następną sobotę - wnioskuję - trzeba to powtórzyć!
W grupie jest łatwiej, ja czułam się mocniej.
Wczoraj na przykład w restauracji Józio zajrzał do talerza obcej kobiety, prawie dotknął leżącego calzone i zapytał:
- a co to?
Kobiecie o mało nie wypadł widelec z ręki. Zaśmiałam i powiedziałam: 
- mój syn ma autyzm, czasem zachowuje się... inaczej!
I spokojnie odeszłam razem z Józkiem. Nie byłam sama, zaraz miałam dołączyć do dziewczyn siedzących przy stoliku, które nie takie rzeczy już widziały. 
Czy kogoś zniechęci odpadające kółko od wózka Eli? Na pewno nie mnie i nie wczoraj. Przetrwałam spokojnie kilka wypraw po soki, bo dzieci biegające po nosie EUgeniusza tam i z powrotem wypiłyby wszystko. Marudzenie Józka, który zobaczył tego dnia logo McDonalds i nie przestałby o nim myśleć przez kilka dni zamieniłyśmy na odpoczynek w restauracji z widokiem na starówkę. Dzieci miały naprawdę niezłą przeprawę tego dnia! Najpierw długi spacer na Starówkę, potem zabawa na EUgeniuszu, restauracja i powrót też na piechotę. Józek nawet próbował to wszystko opowiedzieć tacie przez telefon. Widać, że dawno nie widział takiego aparatu, już zapomniał, jak się go trzyma...


EUgeniusz:
Nos w środku wyłożony jest sztucznym materiałem, ze względu na ciszę i lekki półmrok został nazwany przez Józka jaskinią
.

Józek ciągle w nosie

widać, że jeszcze chłopcy mają trochę sił, ale już ledwo, ledwo




Gdy Józek wszedł do restauracji osłupiał przez chwilę:
- Jestem w Egipcie  - powtarzał. Dotykał, chociaż go odganiałam, różnych obrazów przedstawiających Sfinksa.
Z Igorem niecierpliwie czekali na frytki.
- niepokoję się - mówił Igor,
- zaraz po nie pójdę! - wściekał się Józek.




Józek ledwo zdołał wrócić do domu po tym, ile zjadł, ale zadowolony był bardzo. Oglądał ze mną przed chwilą zdjęcia z wczorajszego dnia:
- smaczne jedzenie! - podsumował.

7 komentarzy:

  1. Witam,jak już wczoraj pisałam najwspanialszy był widok jedzącego Józka!:)Chłopcy pokonali trudną trasę z rozkopanych Olsztyńskich ulic.Tylko Elunia jak wieka księżna jechała "karetą". Józek szedł spokojnie i myślał.
    Czasami w tym zamyśleniu odchodził trochę dalej,ale wracając zawsze dokładnie wiedział o ile kroków był za daleko.
    Stasiowi należy się pochwała dzielnie pokonał całą trasę.Staś świetnie orientuje się gdzie znajdują się place zabaw.
    To Józek wziął mnie za rękę i wprowadził do "jaskini" czyli nosa EUGENIUSZA.Dziękuję JÓZKU jesteś wspaniałym przewodnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziś odpoczynek...wszystkim nam się należy

      Usuń
  2. Super- zdjęcia dają wiele:-)- właśnie dlatego, ze oglądają je Nasze Dzieci. Nie przejmuj się Mamo, ze Józek jest Autystą, nie przepraszaj, to Inni niech umieją się zżyć z Nami- wiem, że to trudne- ale możliwe Magda jest tak szybka, ze nie raz zastanawiałam się Komu wzięła kluczyki do auta, albo wyjęła portfel, czy zdjęła kolczyk, który chciała zobaczyć, a innym razem rozsypała jedzenie w restauracji... Pozdrawiamy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja zawsze myślałam, że to tylko mój Józek złapie za czyjeś jedzenie w tempie błyskawicy, a tu można jeszcze za kolczyk złapać...wiele się można nauczyć czytając Wasze komentarze. Nie przejmowania się - pewnie też się nauczę

      Usuń
  3. A co do Eugeniusza, to ja się troszkę rozczarowałam, ze stoi uproszcvzona wersja bez oka i ucha...byc może dlatego, ze te części potrzebuja "ochroniarzy" ze względu na sprzęt audio i inne droższe elementy... Nie mniej sam pomysł interaktywnmego , innego placu zabaw-doświadczeń doceniam bardzo! I gratuluję takich "odwaznych" wyjść z Józeim do restauracji;) doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, dokładnie ten plac był uboższy niż zaplanowano i brakowało kogoś, kto przypilnowałby dzieciaków, zwłaszcza, że przychodziło coraz więcej dzieci z rodzin patologicznych, dzieci pilnowały dzieci. A dosyć stromy ten nos...

      Usuń
    2. Eugeniusza zlikwidowano. Zabrakło ochroniarzy...

      Usuń