piątek, 8 czerwca 2012

dzień 82.

 - mam bola, bóla, bol - mówił wczoraj Józek zaglądając nam w oczy, żeby sprawdzić, czy go rozumiemy. Doskonale wiedzieliśmy o co mu chodzi, zresztą dopiero co opatrywaliśmy mu ranę na pupie. Józko spadł z drzewa i nieszczęśliwie zahaczył o palik do kwiatów, rozdzierając sobie i spodnie i skórę. Próbował wdrapać się na drzewo, którego nie znał, w dodatku łapał za zbyt cienką gałązkę. Jarek widział to wszystko, ale w stresie zapomniał o najlepszych zasadach brygad antyterrorystycznych: o spokojnym, opanowanym głosie, o delikatnym podchodzeniu do miejsca, gdzie zaraz wydarzy się wypadek. Jarek krótko krzyknął: spadniesz! Wtedy Józek spadł. Jest to znana większości mamom prawda życiowa: gdy powiesz dziecku: nie rozlej! - to rozleje. Gdy zamiast tego powiesz: trzymaj mocno! - chwyci dwa razy mocniej. Szczęścia mieliśmy przy tym mnóstwo, kilka centymetrów zabrakło, żeby znaleźć się w szpitalu. Otarcie i krwiak. W ogóle szczęście nam tego dnia dopisywało. Stuknęłam skronią o zamek w szafce. Zamroczyło mnie, ale nie do końca. Zostało mi tyle siły, żeby w złości trzasnąć z łoskotem drzwiczkami od szafki. Wtedy spadł mój ulubiony dzbanek, tłukąc się w drobny mak. Na szczęście nic nikomu się nie stało.
- Mamo, to Ty zrobiłaś - podsumował historię dzbanka Stasio - racjonalista.
Józio innymi słowami zakończył swoją przygodę:
- przepraszam tato, przepraszam - powtarzał Józek w domu już po opatrunku.
Słodziak z tego Józka i tyle.

Kiedyś obserwując ludzi, którzy naprawdę lubią Józka, stwierdziłam, że jest ich niewielu. Maryś, moja przyjaciółka i jej syn Michał wyjątkowo cenili towarzystwo Józka i to w czasie, gdy kontakt z nim był bardzo trudny. Irenka z całą rodziną, bez kursów z wiedzy na temat autyzmu, gościli go zawsze z przyjemnością. Dorotka i Miłka, dwie nasze opiekunki, a teraz przyjaciółki, bez obawy zostawały z nim, Miłka nawet ostatnio wyjechała z Józkiem na wycieczkę rowerową. Pani Beatka z przedszkola, która zawsze widziała w nim talenty, gdy tak trudno cokolwiek było dostrzec. W kontaktach z resztą ludzi, niestety też z rodziny, przyjmowałam jako pewnik to, że Józek jest po prostu trudny do polubienia i dlatego wywołuje różne reakcje ludzi. Nic bardziej mylnego. Teraz myślę, że trafiałam na osoby, którym nie chciało się zrozumieć go. Ostatnio doświadczam czegoś innego i potwierdzają to nawet urodzinowe życzenia dla Józka na blogu i na Facebooku. Gdybym zaczęła wymieniać osoby, które chcą poznawać Józka i których Józek zachwyca, czyli Was wszystkich, to zwyczajnie zabrakłoby mi szablonu do pisania postu. Z drugiej strony usłyszałam wczoraj przykre i nieprzyjemne słowa w odniesieniu do Józka od znanej mi osoby. Gdy porównam tę jedną osobę do 200 czytelników blogu, to cóż  - zginie w tłumie. Na poprawę nastroju mam zawsze statystykę blogu i tego się trzymam, na nieprzyjemności nie mając wpływu.

10 komentarzy:

  1. Nie przejmuj się krytycznymi wypowiedziami, my Józka kochamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma się co przejmować nieprzyjemnymi komentarzami tylko robić swoje. A Pani jako Mama takiego wspaniałego dziecka wie co jest dla niego najlepsze. Pozdrawiam i wiele zdrowia i miłości życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,czasami czyjeś słowa potrafią bardzo zranić...Mając tak wspaniałe dzieciaki
      "nie przejmuj się,bądź szczęśliwa"
      Bardzo chętnie zabiorę dzieci w sobotę oglądnąć EUGENIUSZA.Ciekawa jestem tego nosa.
      Sama mam wielką ochotę wejść do środka,ale nie wiem czy moje gabaryty na to pozwolą:)

      Usuń
    2. tylko sprawdzę godzinę, od której go rozstawią. Dorosłych też widywałam na zdjęciach w nosie!

      Usuń
  3. Pani Bogusiu! Józio zaczarował mnie od samego początku- pamiętam jak siedział zapatrzony na parapecie w obraz którego nigdy nie udało mi się dostrzec. Przypominał mi wtedy takiego dzikiego kociaka chodzącego własnymi ścieżkami, którego trzeba było długo ugłaskać aby wreszcie zasłużyć na kontakt. Był wówczas niesamowity i ten jego słodki wyraz twarzy jak u Kubusia Puchatka!!!!! Dzisiaj czytam tego bloga przez łzy szczęścia, że tyle udaje mu się osiągnąć i jest taki ważny i z każdym dniem staje się coraz ważniejszy... A nieprzyjemne komentarze z czasem się zredukują i myślę, że niektórym ludziom należy dać więcej czasu żeby mogły i chciały doświadczyć uroków najważniejszego w Olsztynie Józia:) No bo przecież on jest CUDNY! B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak było! siadał w przedszkolu na parapecie i długo patrzył na coś...ja też czasem zaglądałam, na co właściwie on patrzy.

      Usuń
  4. dziękuje :) u moje dziecko właśnie jest w trakcie diagnozy i jakoś mi dzisiaj lżej po przeczytaniu bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! ciesze się, że pisanie o Józku komuś -oprócz mnie- pomaga.

      Usuń