środa, 6 czerwca 2012

dzień 80.

Są dni, gdy Józek jest zdecydowanie na "tak"!
Nasza wczorajsza rozmowa to poświadcza:
- Józio, widziałam w internecie zdjęcia z Dnia Sportu! Fajnie było?
- tak.
- Józio, trzymałeś na zdjęciu rybę. Złowiłeś ją?
- tak.
- a Planetarium? Byłeś tam wczoraj z klasą?
- tak.
Domyślam się, że Józio ucieszył się z zakończonego już remontu w Planetarium. I że zawody sportowe w tym roku nie rozczarowały go. A Dzień Sportu był udany. Widziałam klasy poprzebierane za reprezentacje różnych drużyn piłkarskich. Józek też w czarnej koszulce i w skarpetach piłkarskich wyglądał jak piłkarz z Real Madryt. Było przeciąganie liny, turniej wiedzy o Euro 2012, dużo wyścigów i ćwiczeń. I łowienie ryb z pianki.
Są dni, kiedy Józek jest zdecydowanie na "nie"!
- nie mam wszystkich Pokemonów! Nie mam, nie będę miał. Mama ich nie kupi, nie mam, nie.
Tak zaczął się dzisiejszy ranek. Józek wyszedł w końcu do auta bez plecaka i zaraz usłyszałabym z oddali, bo Józio głos ma potężny: 
- nie mam plecaka, jak nie, to nie.
Ale machając plecakiem jak szalona, zwróciłam jego uwagę i zawrócił.
Ja też jestem na "nie", gdy słyszę o niektórych sposobach na "wyleczenie z autyzmu".
Zaproponowano mi wczoraj, chociaż nie szukałam, lekarza chińskiego i medycynę niekonwencjonalną. "Rewelacja i efekt murowany: w pakiecie 100 % wyleczenie z autyzmu!" Otóż ja mówię "nie!" Nie jestem zrozpaczona autyzmem Józka. Nie chce go "wyleczyć", bo autyzm nie jest chorobą. W placówce od lat wszyscy starają się o to, by Józio mógł lepiej funkcjonować. Jednocześnie wiemy, że nie wszystko uda się załatwić terapią. Niektórych rzeczy nie przeskoczymy.
Współczuję osobom, które dopiero rozpoczynają diagnozę i które zasypywane są sposobami na "wyleczenie z autyzmu".  Są to drogie oferty, żadna z nich nie zakłada cierpliwej, codziennej pracy, tylko natychmiastowe efekty. 
- Wystarczą specjalne bardzo drogie suplementy, na pewno pomoże radykalna dieta: bez cukru, glutenu i mleka, a na koniec zróbcie badania włosów - czytałam nieraz na różnego rodzaju forach internetowych. Nigdy z tego nie skorzystałam.
"Nie ma przypadków" - usłyszałam wczoraj. "Przyjdź na dwugodzinne spotkanie z lekarzem - bioenergoterapeutą."
Trochę brzmi jak pranie mózgu, prawda?
"Możesz pomóc swojemu dziecku..." Otóż pełną parą razem z Józkiem na takie cudowne sposoby mówię: Nie!  
Więcej o suplementach w artykule z Gazety Wyborczej: "Tabletki nadziei"
I jeszcze świetny tekst: Po drugiej stronie lustra. Moje związki z szarlatanerią wokół autyzmu. Autorem jest lekarz, ojciec dwóch synów z autyzmem.

2 komentarze:

  1. Ja też nie wierzę w suplementy i cudowne diety.
    Ale ludzie w to wierzą, szpikują swoje dzieci witaminami i nie wiem, czym jeszcze. I jeszcze próbują udowodnić innym, że to działa i wyłącznie dzięki diecie i suplementom ich dziecko mówi/jest samodzielne/potrafi to czy tamto.
    Artykuł świetny!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja bym tak bardzo nie przekreslala roli suplementow, diety, ogolnie leczenia biomedycznego, to, ze komus nie pomoglo jeszcze nie swiadczy, ze nie dziala i na odwrót. Co do zwiazku kazeiny i glutenu z autyzmem to jest bardzo wiele badan to potwierdzajacych, tutaj w UK jest osrodek, ktory zajmuje sie tym od chyba 10 lat, moge polecic strone jesli ktos bylby zainteresowany. Oczywiscie zadna metoda nie wyleczy autyzmu, ale moze poprawic funkcjonowanie dziecka. Co do "cudownych" metod leczenia autyzmu to zgadzam się w 100%. Jest jeszcze druga strona tego, terapie i ich ceny, na ile to wszystko jest naprawde pomocne, a na ile to wyciaganie niemalych pieniedzy od zdesperowanych rodzicow. Porownywalam np. ostatnio ceny kursow i materialow do PECS w Polsce i UK i w Polsce jest to o wiele drozsze.

    OdpowiedzUsuń