piątek, 1 czerwca 2012

dzień 75.

Gdy Józio biegnie do przodu, przeważnie przechyla głowę w bok, obserwując przesuwającą się drogę. Gdy biegnie po chodniku, skupiony tylko na tym widoku z boku, wtedy roztrąca przechodzących ludzi. Najlepiej, gdy jesteśmy w lesie, wtedy może biec tak, jak lubi.
Las był dla nas zawsze alternatywą dla imprez i festynów dla dzieci. Inni rodzice jechali na targi rolnicze, pikniki lotnicze, imprezy z okazji dnia dziecka, a my do lasu. W lesie Józek był wyciszony, na festynach niepotrzebnie atakowany bodźcami.
Oczywiście na początku jeździliśmy i my.
A potem z roku na rok uczyliśmy się, szybciej niż z książek, że:
- Józka męczy tłum i wyraża to krzykiem
- hałaśliwa muzyka i megafony szybko go rozdrażniają
- wystawione straganowe lody i kiełbasy wywołują chęć jedzenia wszystkiego, co widzi.
Kto potrafiłby wytłumaczyć Józkowi, że nadmuchiwana zjeżdżalnia na festynie nie jest wystawiona tylko dla niego? Uwierzcie mi: nikt. A na pewno nie ja, ani Jarek, ani ochroniarz pilnujący porządku i bezpieczeństwa, ani rodzice poddenerwowanych dzieci. Józek po szybkim zjeździe z najwyższych zjeżdżalni rozpychał dzieci i ustawiał się na przodzie kolejki gotów do kolejnych zjazdów. Wymykał się jak węgorz tym, którzy próbowali go złapać i zjeżdżał mimo protestów innych. Nawet nie zwracał na to uwagi. Czerwoni na twarzach w końcu łapaliśmy go i wynosiliśmy stamtąd.
Na targach rolniczych Józek wlazł na wózek widłowy i żadna siła nie ściągnęłaby go z niego. Znów dookoła stały dzieci razem z babciami i każdy czekał na swoją kolej. Józek siedział jak na tronie na szerokim siedzeniu i nie zamierzał w ogóle zejść z tej maszyny. Po głośnych protestach dzieci i babć ściągnęliśmy wyrywającego się Józka.
Do wesołego miasteczka w obawie przed finansowymi konsekwencjami jeszcze nie odważyłam się pójść.
Pozostaje las.

Jadę do Warszawy rano, o 5.20. Nie usłyszę tradycyjnego Józkowego:
 - jest już czerwiec!
Zawsze tak komentuje pierwszy dzień miesiąca. I to od razu po przebudzeniu. Będzie mi tego jutro brakować!

7 komentarzy:

  1. Jest Pani niesamowita. Wstala Pani w srodku nocy, zeby "odrobic lekcje".
    Ciekawa jestem, czy pozostale dzieci nie buntuja sie, ze omijaja je festyny i temu podobne imprezy. Ja mam tylko dwoje dzieci, ale nieraz mam z tym powazny problem. Zastanawiam sie, czy mam prawo pozbawiac mlodszego syna tego typu rozrywek ze wzgledu na brata, ktory sie po prostu meczy w takich miejscach. Nie znalazlam jeszcze odpowiedzi na swoje pytanie. Probujemy kompromisow z roznym skutkiem. Czasami udajemy sie w jakies glosne miejsca, ale przewaznie szybko z nich uciekamy.
    Wyglada na to, ze Jozek ma bardzo wyrozumiale rodzenstwo i to jest swietne. Joag.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak naprawdę przygotowałam sobie tekst wieczorem, późnym wieczorem,tylko nie wrzuciłam go na bloga, bo ludzie ze Stanów Zjednoczonych czytają w nocy - różnica czasu. A rano o 4 przed wyjściem wkleiłam go rzeczywiście o niebywałej porze...
      A co do rodzeństwa - to mam tak samo, martwię się często, że moje dzieci czegoś są pozbawione, czasem znajdę kogoś, kto z nimi pójdzie, a sama z Józkiem zostaję, czasem dzielimy się z mężem opieką nad dziećmi, kiedy indziej bierzemy ze sobą Józka i wtedy jest różnie. Takie zwyczajne problemy rodziców dzieci z autyzmem.

      Usuń
  2. Bogusiu , powodzenia w Warszawie! Cóż, chciałabym powiedzieć, ze życzę optymistycznej diagnozy ale życie jest życiem... tak czy owak, by to był owocny wyjazd... I wszystkiego dobrego z okazji Dnia dziecka;) ps. zabrałaś ze sobą Jaśka? doris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,Wojtek również wolał iść do lasu niż w tłum ludzi.Jeżeli już się zdecydował na pójście ze mną na starówkę podczas Dni Jakubowych,czy na targi rolnicze to tylko w określonym celu np.kupno konkretnej rzeczy,szybkie obejrzenie maszyn i jak najszybsze opuszczenie miejsca,w którym jest tłoczno i głośno.Teraz trochę już przyzwyczaił się,
      że świat jest pełen ludzi:)Zawsze starałam się Go "gdzieś" wyciągnąć.
      Dobrze robicie chodząc z Józkiem "do ludzi",inni trochę się pozłoszczą,za to Józek ma frajdę z zabawy.Wesołe Miasteczko faktycznie bardzo drogie.

      Usuń
    2. trochę chodzimy z nim, a trochę wyciszamy się w lesie. Józio zaczyna być rozpoznawalny w niektórych miejscach dzięki mediom, więc i łatwiej będzie z nim wychodzić.
      "ludzie trochę się pozłoszczą" - super zdanie!

      Usuń
  3. Pani Bogusiu. Słuchałam audycji i odniosłam wrażenie, że Pani jest Mamą, która jest niezwykle szczęśliwa, że ma Józia...Pomimo ogromnej pracy, jaką Pani wkłada w Jego życie od samego rana do pójścia spać.Pomimo tego, że jest jeszcze trójka / też małych/ dzieci.Pomimo swoich kłopotów zdrowotnych...Pani się tak naprawdę chwaliła Józiem! Ale dumna niech Pani będzie z najstarszego syna! Ogromnie mnie wzruszyło Jego opowiadanie o braciszku. To bardzo mądry i rozsądny chłopiec. Zresztą miałam okazję rozmawiać z Nim , kiedy wypożyczał książki. Słowa
    " Mój brat ma autyzm" wypowiedziane były z ogromną troską i miłością.
    A właśnie...jak Józiowi podobały się książki? Cieszy się nimi w dalszym ciągu? Także z myślą o nim kupiłam kolejne pozycje z dinozaurami . Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno niedługo Was odwiedzimy, przecież to nasza biblioteka osiedlowa!
      Jasiek, mój najstarszy syn wyjątkowo mówi o autyzmie i cieszę się, że właśnie on był w tym reportażu.
      Józiowi książki bardzo się podobały i na pewno ucieszy się z tych następnych...

      Usuń