środa, 30 maja 2012

dzień 73.

- Kiedy byłem mały opowiadałaś mi o klaustrofobii - zagadnął mnie Jaś. O mało nie zaksztusiłam się:
- ja? O czym? Kiedy?
- staliśmy na moście, bałaś się popatrzeć w dół, zdziwiłem się: dlaczego? A ty opowiedziałaś mi o lęku wysokości, od razu o innych lękach i o klaustrofobii, a ja myślałem, że to lęk przed klaunami.
Ze Stasiem prowadzę inne rozmowy, ostatnio głównie o brzydkich wyrazach. Staś z podwórka przynosi sporo nowych słów i układa z nich piosenki. Tłumaczę mu, co te słowa oznaczają, a on wtedy zmienia tekst piosenki na: 
- tyłek, tyłek, tyłek, lalalalala!
Elcia na razie tylko koduje fakty i informacje.
Z Józiem rozmawiamy od niedawna. Wcześniej wskazywał przedmioty i ciągnął nas tam, gdzie sam nie mógł sięgnąć. Byliśmy trochę jak przedłużenie jego ręki. Jeśli potrafił sam coś interesującego go ściągnąć, wtedy nie zawracał sobie głowy kontaktem z nami. Gdy potrafił już powiedzieć pojedyncze sylaby, denerwował się, gdy nie rozróżnialiśmy jednego "sisisio" od innego "sisisia". Dla niego to był zagubiony parazaurolof i triceratops.
Józio nadal jest nieco małomówny, jako jedyny u nas w domu. Przeważnie wszyscy się przekrzykują i w tym samym czasie chcą od jednej osoby (ode mnie) różnych rzeczy, wykluczających się wzajemnie.
Jeśli już Józio rozmawia, to na tematy głęboko go nurtujące. Zwraca się do nas z pytaniami, chociaż zdarza się, że usłyszymy od niego krótkie historie szkolne. Rzadko mówi o czymś, co nie dotyczy ludzkiego ciała, dinozaurów i szkoły. Przeważnie rozmawiam z nim w trakcie jakieś mojej albo jego czynności. Ja gotuję, on rysuje, potem on nie pamięta, co do niego mówiłam. Co Józio wynosi z takiej rozmowy? Okazuje się, że nic albo niewiele. Odpowiedź znalazłam na blogu, który jest ostatnio moją lekturą obowiązkową. Blog Hura autyzm jest pisany przez autystyczną mamę autystycznego syna. Polecam bardzo ciekawy wpis o tym, jak Anna odbiera mówione do niej słowa:
"Moja mama zawsze się na mnie wściekała, że nie słucham. Starałam się jak mogłam, ale zawsze coś mi umknęło. Strasznie przez to cierpiałam, bo głównym zarzutem było to, że się nie staram i wszystko olewam. Nic bardziej błędnego! Jakiś czas temu zaczęłam być bardziej świadoma tego, jak funkcjonuję i doszłam do kilku wniosków, które zostały potwierdzone na kursach, w których uczestniczyłam.
Mózg autysty (...) jest jak ekran komputera, na którym otwiera się poszczególne okna. Każde okno zawiera inną informacje, inne zdarzenie, inną osobę itp. NT może jednocześnie śledzić na ekranie kilka mniejszych okien, autysta nie jest w stanie, musi otwierać pełne pojedyncze okno, przykrywając nim pozostałe. Jeśli ma otwartych kilka okien, widzi i jest świadom tylko tego na wierzchu, te pod spodem tak jakby nie istniały. Musi zamknąć jedno, żeby skoncentrować się na innym. Co to oznacza w praktyce? Jeśli jestem zajęta przesadzaniem kwiatków, a mąż podejdzie coś ze mną uzgodnić, obok okna kwiatowego otwieram okno z pytaniem męża, ale szybko chowam je pod kwiatowym i często zamykam 'program' (przedział czasowy), zaczynam coś nowego, nie zdając sobie sprawy, że pod kwiatami w tym samym czasie miałam inne okno. Efekt? Mimo, że świadomie i trzeźwo rozmawiałam z mężem, godzinę później nie pamiętam o zdarzeniu. Dopiero jeśli np. podlewam kwiaty, w umyśle wraca połączenie i jestem w stanie sobie przypomnieć pytanie męża, o którym natychmiast zapominam, jeśli odejdę od kwiatów.(...)
Z młodym stosuję te same zasady, czasem muszę go wręcz zmusić do tego, żeby zamknął okno ustalając konkretny moment, kiedy może je otworzyć (albo czasowy, albo po zakończeniu innej czynności).
Mój mąż, kiedy pojął system otwartych okien na ekranie mózgu zupełnie inaczej zaczął reagować zarówno na mnie jak i na dziecko. Nie rzuca niczego przelotem, wie, że żeby dotarło, musi mieć całkowitą naszą uwagę i w międzyczasie skontrolować, czy przekaz dotarł jak należy. Ja przestałam się dziwić mamie. Teraz wiem, jakie to jest wkurzające, jeśli się powtarza, a dziecko autentycznie nie słyszy. Żałuję tylko, że rodzice nie podjęli trudu, żeby zrozumieć, że mój brak uwagi i zapominalskość nie miały źródła w niechęci, a w niemocy. "

5 komentarzy:

  1. Święte słowa. Tijgertje jest wspaniała, tłumaczy wspaniale zachowania naszych dzieci.
    Mój syn też "otwiera okienka". Mówi co prawda bez przerwy, czasem nawet z sensem ;) Czasem niespodziewanie przerywa jedną wypowiedź, żeby zmienić temat, np. wspomnieć coś, co zdarzyło się rok wcześniej w tym samym miejscu.
    Najgorzej jest z uczeniem się. Po lekcji nie pamięta nic. Później, czasem po miesiącu, nagle zaczyna mówić, czego się nauczył. Tylko jak, cholera, otworzyć właściwe okienko we właściwym czasie? Jak skłonić Aspika do przypomnienia sobie wiersza na występie przedszkolnym, a nie pół godziny później?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam doskonale występy przedszkolne Józka - raz z założenia miał być św. Józefem - Maryja stała samotnie przy żłóbku, bo Józek przesiedział z nami w dresach, zatykając uszy, całe przedstawienie. Teraz w szkole jest inaczej, jego potrzeba naśladownictwa bije wszystko-jeśli koledzy biorą udział, on też, jeśli nauczą się wiersza, on też.

      Usuń
    2. Witam,Wojtek cały czas twierdzi,że jego mózg jest inny,porównując go do komputera.
      "tylko w komputerze jest karta pamięci,a ja nawet jak się nauczę to szybko zapomnę"

      Usuń
    3. Aaa, jaka super wypowiedź! :)

      Usuń
    4. Wojtek to dopiero napisze kiedyś blog! Jeśli zechce...

      Usuń