niedziela, 27 maja 2012

dzień 70.



Chusteczki i płacz? Nie tym razem. Radość - tak, w dodatku taka wyjątkowa.
Nic nie mogło nam wczoraj popsuć radości, która mnie i Józka ogarnęła.
- Jestem wesoły - powtarzał Józek idąc w niewygodnej albie, w twardych lakierkach i w szelkach, które przytrzymywały mu spodnie. 
- Wszystko będzie dobrze - myślałam, patrząc na Jarka, który wściekał się na kierowców, którzy nie tak szybko zmieniali pasy, albo zwyczajnie wlekli się w tę spokojną sobotę. Tak bardzo chciał zdążyć na czas, żeby wszystko było w porządku.
Za mną w aucie siedział Józek z rękami złożonymi jak do modlitwy. A co! Raz się ma Pierwszą Komunię świętą!
Było rewelacyjnie. Nasze dzieci pięknie czytały modlitwy wiernych, niosły dary, wpatrywały się w przedstawienie - niespodziankę, przygotowaną przez ministrantów z parafii. Zamiast kazania, które zawierałoby słowa niezrozumiałe: grzechy, zniewolenie i odkupienie mogliśmy to wszystko zobaczyć. Był demon w czarnym kapeluszu, kuszący pieniędzmi, krępujący sznurem chłopca. Była Śmierć w efektownej masce. Był ciekawy pistolet - atrapa. Słyszałam szepty: - kto to? co to? Być może niektórzy przestraszyli się.
My z przodu dobrze się bawiliśmy, zwłaszcza, że pojawił się Jezus, który uratował chłopca i zdjął z niego sznury.
Nasze dzieci mają różne pomysły. Podczas prób jeden z nich po pieśni "oto jest dzień" zaśpiewał logicznie: "dobry dzień, dobry dzień" zespołu Enej. Inny zachwycony mikrofonem sprawdzał echo w kościele. Tak było na próbach, ale nie wczoraj. Uroczysty nastrój i powaga udzielała się wszystkim.
Jarka zaskoczyła świeca, którą wyciągnęłam z torby w kościele. Wśród pięciu różnych świec, leżących u nas w domu - chrzcielnych każdego z dzieci plus jednej dodatkowej, wybrałam  ładną, długą i jasną z niebieską naklejką. Józka świeca była połamana, więc ta wydawała mi się najlepsza. Okazało się, że wybrałam gromnicę! Sprawdziłam w encyklopedii, gromnicę zapalano zwyczajowo także przy Chrzcie św. i Komunii św.,więc nie stało się nic złego, tylko jako anegdotka zostanie już w naszej rodzinie.

W domu w czasie obiadu przypominaliśmy sobie, co pamiętamy z naszych Komunii. Dziewczyny wspominały wałki na włosach i sukienki komunijne przerabiane z sukienek ślubnych w czasach stanu wojennego. Babcie mówiły o stołach z białymi obrusami, zastawianych pod drzewami i o kakao, rarytasie z tamtych czasów, podawanym podczas Komunii. Jarek zapamiętał egzamin przed Komunią i kratki, spod których wyjmowano pieniądze. Komuś trafiły się dwa zegarki w prezencie. 
Józek nie spodziewał się żadnych prezentów. Tym bardziej ucieszył go model Układu Słonecznego i dwie książki:  "Ziemia" i "Wędrówki dinozaurów". Po tym wszystkim usiadł do swoich rysunków. 
 
Zdjęcia Jaś Budny

3 komentarze:

  1. Wbrew wcześniejszym obawom alby i świece nie poszły ruch:D;D:D a nasze aniołki były bardzo grzeczne i zdyscyplinowane;)

    OdpowiedzUsuń
  2. co do gromnicy...ja też uważam, ze wszystko jak najbardziej poprawnie...zresztą, chodzi by dana świeca była uzywana a nie leżała nowiutka, nienaruszona w domu albo kupowana specjalnie nowa...ach! cieszę się wciąż z Wami! doris

    OdpowiedzUsuń
  3. zapomniałam o róży...panie przygotowały róże, które dzieci wręczały mamom z okazji Dnia Matki.

    OdpowiedzUsuń