piątek, 18 maja 2012

dzień 61.

Mówcie po polsku! - Józek krzyknął wczoraj do arabskich studentów, stojących na przystanku - nie po angielsku, mówcie po polsku!
Wyróżnialiśmy się na tym przystanku. Mama z dzieckiem, wracająca z basenu, wśród studentów świętujących Kortowiadę - imprezę uniwersytetu. Koncerty, festyny, parady - można się fantastycznie bawić. Niestety świętowanie dla niektórych oznacza wyłącznie picie alkoholu w dużych ilościach. Choć Kortowiada dopiero się rozkręcała, a pora była jeszcze wczesna, to już osób pijanych było mnóstwo.
Jedna z prawie przewracających się  dziewczyn próbowała nauczyć Araba siarczystego przekleństwa. Z talentem logopedycznym zwracała się do niego głośno i wyraźnie:
- powiedz: k....a, no powiedz: k.....a. To dobre słowo, no głośno: k....a!
Nie znoszę przeklinania. Od razu chcę reagować: dość! Z troski o to, żeby mój Józek nie nauczył się szybciej od tego studenta, zwróciłam się szybko do Araba po angielsku tłumacząc znaczenie słowa oraz intencje dziewczyny. Kilka osób zaczęło się śmiać, dziewczyna uciekła z przystanku. A wtedy włączył się Józek:
 - dlaczego mówicie po angielsku? Mówcie po polsku!
Film można by na tym przystanku nakręcić!
Józio rozumie coraz więcej słów. Miał stwierdzony opóźniony rozwój mowy biernej, czyli nawet język polski brzmiał dla niego obco. Jego złoszczenie się na inne języki jest dobrą oznaką. Tak jakby Józek mówił: nie chcę już więcej Was nie rozumieć!
Na tym przystanku staliśmy obładowani ręcznikami, kąpielówkami i klapkami. Wracaliśmy z basenu, z zajęć szkoły nauki pływania. Józio od września uczęszcza do "Rybki" i jeszcze nigdzie tak długo nie wytrwaliśmy na zajęciach sportowych.
Do tej pory kariera sportowa naszego Józka leżała odłogiem.
Najpierw na różnych salach gimnastycznych, gdy inni grali w piłkę, on chodził po liniach wyznaczających boisko. Wyjmował zaślepki z otworów na słupki służące do rozpinania siatek. Zapisywaliśmy go na siatkówkę i na szermierkę. Wyjaśnialiśmy trenerom, jak Józio może się zachować i zawsze byliśmy bez problemu przyjmowani na zajęcia. Niestety później szybko rezygnowaliśmy, bo mimo naszego nadzoru Józek uciekał wysoko na drabinki i wisiał na nich lub robił coś równie niebezpiecznego. Musiałabym go chyba przez cały czas trzymać za rękę.
To było kilka lat temu, teraz chyba Józek już dorósł do zajęć w grupie.
Jeszcze we wrześniu biegał po mokrych płytkach basenowych, popychał w wodzie inne dzieci, bo wszędzie chciał być pierwszy. Po krótkiej rozmowie z prowadzącym zajęcia zostały wyznaczone zasady, Józek musiał nauczyć się ich na pamięć. Za kolejne popchnięcie dziecka Józek wychodził z wody i nie mógł uczestniczyć w zajęciach. A to było nieprzyjemne, bo lubi wodę. Po kilku miesiącach widzę, że panowie z "Rybki" radzą sobie świetnie z Józkiem, a Józek  coraz lepiej pływa . 
Na początku pływał z deską, z "makaronem", teraz już sam utrzymuje się na wodzie. Umie pływać na plecach, ale gorzej z machaniem nogami. W wodzie jak mała foka przekręca się i zawsze utrzymuje się na powierzchni.


Kiedyś, gdy jeszcze diagnozowaliśmy Józka, spotkałam się z mamą starszego od Józka chłopca z autyzmem. Powiedziała mi wtedy, że u nas jeszcze będzie lepiej.
 - Proszę zobaczyć: możemy już powiesić obrazki na ścianach, a obrus też leży na stole - dodała.
Byłam pod wrażeniem. U nas obrazki leżały za wersalką, zrzucane przez Józka. Roleta raz w tygodniu jednym szarpnięciem też była zrywana. Obrus był najmniejszym moim problemem. Trochę jej nie wierzyłam, że u nas będzie kiedyś inaczej... A jednak to się dzieje. Jest lepiej i widzę to nie tylko w wiszącej spokojnie rolecie, ale też w zajęciach sportowych.
Od rana zmagałam się z nie działającym internetem, przed godziną 12:00 wiedziałam, że z internetu nie będzie, a na blogu wciąż pusto...
Na szczęście w osiedlowej bibliotece Panie udostępniły mi komputer i tekst już jest. Wchodzę do biblioteki i słyszę: "a Elusia już zdrowa? Czytamy bloga i wszystko o Was wiemy, jesteśmy na bieżąco". Pozdrawiam panią Elę z biblioteki nr 9, która zawsze pamięta o swojej imienniczce, a mojej córce.

7 komentarzy:

  1. Kamis tez czuje sie fajnie w wodzie, ostatnio probuje w wannie nurkowac, a ja oczywiscie mam wtedy zaraz mysli, ze cos mu sie stanie mimo, ze zawsze ktos z nim jest w lazience, wiec od nowego roku szkolnego tez go zapiszemy na lekcje plywania. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się cieszę tym pływaniem Józka, tak trudno go wyciągnąć z domu, a teraz sam powtarza: czwartek -idziemy na basen.

      Usuń
  2. Żeby nie było, że wszyscy autyści uwielbiają pływanie wtrącam się ja.
    Aspik wody nie znosi. Wykąpanie go to tortura. Raz w czasie mycia włosków (tego Aspik nie lubi najbardziej) odwiedziła nas sąsiadka z pytaniem, czy wszystko u nas w porządku ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam...czytam i się wzruszyłam!
    Józio ma wielkie szczęście, że ma taką Mamę/ Taty nie znam, ale myślę, że oboje Państwo macie w sobie ogromne pokłady ciepła i miłości/.Pisze Pani tak, że każdego dnia jestem z Wami w szkole, na lekcji, na ulicy czy na basenie. Widzę Józia złoszczącego się w szkole i ciekawie przeglądającego książki, z których wychodzą dinozaury.Widzę, a przy okazji wiele się uczę . Takich zwykłych prawd życiowych,o których w codziennym biegu zapominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,woda zawsze była wielką pasją Wojtka.Nauczył się pływać.Pływa swoim stylem połączenie żabki z pieskiem,ale pływa.Bardzo chętnie chodziłby na basen,niestety za dużo jest tam ludzi,najbardziej chciałyby być sam w wodzie.

      Usuń
  4. Strasznie cie podziwiam. Naprawde powinnas dostac medal zloty a nawet jeszcze lepiej - z brylantow ;-) za opieke nad synkiem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu! z medalem to trafiłaś w sedno.
      Józek w szkole ma -zamiast ocen- skalę: medal, znak zapytania lub znak stop(gdy już przegnie).
      Za dzisiejszy dzień - wyjście z Józkiem na basen -ja też chcę medal!

      Usuń