czwartek, 17 maja 2012

dzień 60.

- Dziś jest czwartek, mamo!
Dobrze, że chociaż Józek jest świadomy dni tygodnia. Ja kilka nocy wcześniej straciłam orientację, który mamy miesiąc. Bardziej odmierzałam czas lekami przeciwgorączkowymi dla Eli. Już raz tak mieliśmy, że gorączka u niej zakończyła się pobytem w szpitalu, więc teraz 38 stopni budzi od razu strach. Dopiero dziś rano Ela obudziła się zdrowsza, także noce przespane przed nami.
Rano w naszym domu było anglojęzycznie:
- Dlaczego mówicie po angielsku? 
zapytał Józio, który nie lubi sytuacji niezrozumiałych. Tłumaczę mu, że Jaś uczy się wiersza z języka angielskiego do szkoły. A ja z nim powtarzam. Józio posłuchał nas uważnie i stwierdził:
- Nie umiecie mówić po angielsku.
W porównaniu z lektorem z BBC, którego Józek słucha codziennie, zawsze wypadamy słabo.
Na pewno lepiej nam idzie z wiedzą na temat roślin owadożernych. To wielka Jaśka pasja od lat. Nie sposób nawet nie nauczyć się różnych faktów przy nim. Jaś zawsze opowiada nam o swoich obserwacjach:
- mój dzbanecznik złapał robaka, tego zielonego, co mi tu latał w nocy.
Po kilku dniach zauważa:
- trawi go, trawi!
A na końcu zachwyca się:
- hura! Robak już się zupełnie rozpuścił.

zdjęcie: Jaś Budny
Uboga gleba, woda destylowana, wszystko to już o roślinach owadożernych wiem.
Ciekawiło mnie zawsze, ile Józio rozumie z tego, o czym my w domu rozmawiamy. I ile zapamiętuje. Gdy zobaczyłam ogłoszenie o konkursie o roślinach owadożernych w ZPE od razu Józka zgłosiłam.
Okazało się, ze Józek doskonale zapamiętał to, co go najbardziej zainteresowało w roślinach owadożernych: soki trawienne.
Teraz na moje pytania o ilość gatunków na świecie odpowiada:
 - a może soki trawienne?
a na sposoby pielęgnacji też ma jedną odpowiedź:
 - to soki trawienne! 

Dziś jest czwartek. Rano Józio w fantastycznym humorze poganiał nas -  maruderów, bo nie chciał się spóźnić do szkoły. Wszystkie żale i smutki związane z wczorajszą sytuacją (a może przedwczorajszą, mylą mi się te dni, oj mylą) już mu przeszły, nie chce już zmieniać szkoły. Wczoraj szybko i samodzielnie rozwiązał zadania matematyczne, które wywołały u niego taki atak złości.
Gdyby uczył się w innej szkole, jego zachowanie zostałoby uznane za naganne. Wróciłby z uwagą, a my rodzice zostalibyśmy wezwani do dyrekcji itd, itd.
O tym czytam na różnych blogach, o tym słyszę od innych rodziców.
W szkole Józka usłyszeliśmy po tej sytuacji: "Józek to mądry chłopak, jeszcze nauczy się odpowiednich reakcji. Proszę się nie martwić!"
Pani dyrektor ze szkoły Agnieszka Jabłońska w wywiadzie udzielonym Ewie Paździorko (natemat.pl) mówi:
- "Kiedy dziecko z autyzmem przestawia meble w moim gabinecie nie reaguję, bo wiem, że w ten sposób przejawia się jego choroba. Rodzice są zdumieni, że wreszcie ktoś traktuje ich normalnie. Wcześniej najczęściej słyszeli, że mają niegrzeczne dziecko, a sami są niewydolni wychowawczo."
Każdy rodzic chciałby to usłyszeć, gdy jest zrozpaczony, gdy szuka pomocy dla swojego dziecka. Niestety zdarza się, że jest wypraszany przez specjalistę - to niedawna sytuacja, opisana przez rodziców, których poznałam dzięki blogowi.
 I jeszcze słowa pani Agnieszki:
"Niepełnosprawni naprawdę wzbogacają naszą rzeczywistość, ale trzeba ich poznać, żeby zrozumieć".
Wczoraj na zegarze blogowym pokazała się liczba: 10 tysięcy wejść. Tyle razy wchodziliście na tę stronę od 19 marca, żeby przeczytać o Józku i zrozumieć jego i innych autystów.

3 komentarze:

  1. Oby wiecej bylo takich miejsc i takich nauczycieli z odpowiednim podejsciem do dziecka autystycznego. A jeszcze bardziej, aby zwykli ludzie na ulicy mieli swiadomosc, ze to nie zle wychowanie a choroba, bo do tego wciaz jeszcze daleka droga. Dobrze, ze sa takie blogi, ze sie o tym mowi coraz wiecej. Pozdrowienia dla calej rodzinki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaglądam pilnie o ile daję radę w bieganinie codziennej - zawsze lubiłam Twoje opowiadania, teraz z równym zajęciem czytam Twoje opisy - może to nie brzmi zbyt poważnie w odniesieniu do problemów, które poruszasz, ale pomyślałam, że taka osobista wycieczka przyda się TOBIE :) (ku pokrzepieniu :) Udaje Ci się przedstawiać trudną rzeczywistość w sposób odbierający jej patos - a to cenne. Pozdrawiam baaardzo serdecznie :)
    I życzę zdrowia, byśmy się znowu nie spotkały w szpitalu (aczkolwiek ja aktualnie nie pracuję...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja sobie życzę, żebyśmy już nie w szpitalu spotkały się następnym razem. Chociaż w takim dołku, który ogarnia zawsze człeka w szpitalu, to całkiem dobrze jest spotkać Ciebie. Jakbym z patosem zaczęła pisać, to daj znać!

      Usuń