piątek, 11 maja 2012

dzień 54.

Józio wciąż czyta wypożyczone ostatnio książki o dziejach Ziemi. Przez dwa dni sam nauczył się podziału na ery i okresy w dziejach Ziemi. Powtarza to sobie pod nosem podczas rysowania, utrwala podczas czytania. Gdy rysuje oddziela ordowik od syluru, kambr od permu. Nic nie jest ważniejsze, nic nie potrafi tak go zainteresować, nawet czytana ostatnio, jako praca domowa, legenda o św. Jakubie.
Przeczytałam mu raz tekst legendy, ale widocznie nic nie zapamiętał, bo ocena ze szkoły taka nie za dobra wyszła...
Czytam jeszcze raz.
Czytam o moczarach i trzęsawiskach, gęstych krzewach kolczastych roślin i o spotkanej syrenie, która podała św. Jakubowi w wielkiej tykwie wodę do picia.
Zatrzymuję się i sprawdzam zrozumienie tekstu:
- Kogo spotkał św. Jakub?
- Łosia. Mamo, a allozaur żył w jurze, a tyranozaur w kredzie.
- Józio skup się na lekturze, jakiego łosia? Nie ma tu w ogóle łosia. Kogo spotkał św. Jakub?
- niedźwiedzia. A pod koniec epoki dinozaurów...
- niedźwiedzia to dopiero zaraz spotka. Syrenę spotkał, SYRENĘ, wodę mu dała.
- mogę wody?
Czytam dalej. Józio spaceruje po całym mieszkaniu, próbując zrozumieć i zapamiętać syrenę, niedźwiedzia, wiewiórkę i jelenia. Spacer to najlepszy sposób na zrozumienie tekstu, ale tym razem nawet spacer nie pomógł. Myślami jest gdzie indziej i to chyba w bardzo odległej przeszłości. Nie odpowiedział poprawnie na żadne pytanie o św. Jakubie. Wymienił za to kilkanaście nazw dinozaurów i ich umiejscowienie w czasie.
Oj, nie będzie zadowolony z oceny nasz ambitny Józek. A ambicja to jego drugie imię.
Kłóci się ze wszystkimi o pierwsze miejsce. Gdy nie wygrywa podczas ścigania się, próbuje nieuczciwych sztuczek: tu popchnie, tam za kaptur złapie. Nie lubi z nami grać w gry planszowe, bo gdy wygrywamy to idziemy do przodu, choć Józek próbuje przytrzymać nasze pionki. Zdarza się, że Józek sam rozstawia grę i rzuca kostką za siebie, potem za swoich kolegów z klasy, nieobecnych w pokoju. "Teraz Mateusz, teraz Igor, a teraz kolej na Michała". Najwyżej zawsze stoi pionek Józka. Nawet, gdy kostka przy rzutach za kolegów pokazuje wysoki wynik, to Józek udaje, że tego nie widzi. Tylko Józka pionek pnie się coraz wyżej i dalej. Grę kończy okrzyk radości: Wygrałem!
Gdy zachorował na zapalenie ucha, koledzy przygotowali dla niego rysunki z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Michał, dobrze znając Józka, wiedział, co mu najbardziej pomoże. Narysował Józka stojącego wysoko na podium ze złotym pucharem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz