wtorek, 8 maja 2012

dzień 51.


- Widziałem książkę  - dinozaury - w Planecie - idziemy? 
Tak Józio zaprosił mnie wczoraj na spacer.
Wciąż mnie zaskakuje tym, że coraz wyraźniej mówi i że chce gdzieś wyjść. Z tej radości od razu się zgodziłam. Potem zawahałam się: a co będzie, jeśli tej książki  - widzianej przez Józka kilka miesięcy temu - w bibliotece nie będzie?
Planeta 11 nie jest naszą osiedlową biblioteką, tylko olsztyńską multimedialną biblioteką, sąsiadującą z Planetarium. Ostatnio byliśmy tam zimą.
Wyjście nie zapowiadało się zbyt łatwo, bo mój mąż pomagał zaprzyjaźnionemu maturzyście i nie miał czasu na poszukiwanie dawno nie widzianej książki. Zgodziłam się na spacer z Józkiem, ale oznaczało to wyprawę do dość odległej biblioteki z Józkiem, ze Stasiem i z Elą. Jasiek wyłamał się ze spaceru i teraz żałuje, bo nie widział miejskiego zająca.
Zawsze warto ruszyć Józka z domu, zwłaszcza gdy sam  to proponuje. Ufna w swoje organizatorskie zdolności, zapakowałam odpowiednią ilość soków i wody do picia. Na drugi raz pomyślę też o dodatkowych czapkach. 
Józio koniecznie chciał założyć niebieską czapkę, oczywiście nie swoją, tylko Jaśka. Jasiek chyba zdenerwował się tym ciągłym podbieraniem mu czapki, bo tym razem była gdzieś dobrze ukryta. Niezrażony tym Józek wcisnął na głowę za małą czapeczkę Staśka i wyszliśmy. Stasia zgarnęliśmy z podwórka. Nie miał na głowie kapelusza, w którym wyszedł. Ale gdy zobaczył swoją czapkę na głowie Józka zabrał mu ją. Ela, która wciąż próbowała zerwać swój niebieski kapelusz zachęcająco machała nim w stronę chłopaków, ale żaden z nich nie był zainteresowany jej kokardkami i falbankami.
Józio był małomówny, jak zwykle, przeważnie szedł wpatrzony w chodnik, nie podnosząc głowy skręcał w odpowiednie zakręty.
Jakimś cudem dostrzegał jednak wiele ze świata dookoła. Gdy mijaliśmy sikającego psa od razu trafnie określił jego płeć i przynależność gatunkową:
- ten pies jest chłopcem i ssakiem.
Długo nad czymś myślał, w końcu zapytał mnie:
- czy teraz jest historia?
- nie, historia już była, a nie jest!
- a dinozaury?
- a dinozaury były przed historią, w czasach prehistorii, bo historię tworzą ludzie. Historyczne są zamki, rycerze...
 - wieża!
Rzeczywiście doszliśmy już do wieży Obserwatorium Astronomicznego. Józio zrobił kilka zdjęć:
.



Obok Obserwatorium skręciliśmy w małą ścieżkę i dzięki temu znaleźliśmy się obok łąki i dwóch stawów. Wciąż byliśmy blisko centrum miasta, ale miałam wrażenie, że jestem na wsi. Wrażenie spotęgował zając, którego nagle zobaczyłam w trawie. Józek śmiał się w głos, bo pierwszy raz widział prawdziwego zająca:



Za chwilę byliśmy już w bibliotece. Józio od razu podszedł do działu "Geografia", wybrał sobie kilka książek, m.in. 700-set stronicową "Historię Ziemi" PWN, wygodnie rozsiadł się i je przeglądał. Nawet nie zapytałam go, czy wśród tych kilku książek była ta wypatrzona przez niego wcześniej. Być może nie, wtedy będzie okazja do kolejnego spaceru.
Wczoraj zauważyłam jego nową umiejętność. Potrafi patrząc na obrazek przedstawiający roślinność ocenić, jaki to okres w dziejach Ziemi. Używa też nowych słów: miocen, oligocen. W jednej z książek był anomalocaris, którego Józek ostatnio szczególnie wyróżnia.
Wypożyczyliśmy 9 książek, jedna miała wspomniane 700 stron, pozostałe po 300. Na szczęście miałam ze sobą wózek.
Bacznie rozglądaliśmy się wracając, ale zając zniknął.
W połowie drogi, gdy zatrzymaliśmy się przy drzewie z bardzo długimi igłami, Józio zapytał:
- a gdzie jest czapka Stasia?


Gdy przeglądałam później zdjęcia już wiedziałam dokładnie, na którym fotelu w bibliotece Staś ją zostawił.
Józek nie lubi, gdy coś ginie. Takie sytuacje zawsze wytrącają go na długo z równowagi. Najpierw krzyczał, że to złodzieje zabrali tę czapkę. Dał sobie wytłumaczyć, że czapka została w nieczynnej już bibliotece. Wymyśliłam całkiem przekonywującą historię o specjalnej szufladzie, do której pani odłoży dla nas czapkę. Józio nigdy takich historii nie słuchał zbyt uważnie i teraz też go to nie uspokoiło. Jego żal jest głęboki. Trochę sam siebie przekonywał, że tata po tę czapkę pojedzie, potem przypominało mu się, że biblioteka jest już zamknięta.
Wczoraj dosyć szybko, jak na niego, dał się złapać na temat zastępczy. Zagadnęłam go o anomalocaris. Rozchmurzył się i przestał mówić wciąż o czapce.

Ale temat czapki wróci...

7 komentarzy:

  1. Jak tak czytam o Twoim Joziu to widze duzo podobienstw do Kamisia, ach te ksiazki :-) Ale Jozio jest chyba raczej spokojny, a Kamil spokojny jest tylko przy komputerze :-)
    Podziwiam to Twoje codzienne pisanie i dziekuje, od niego zwykle zaczynam lekture :-)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilka lat temu nie mogłabym napisać nawet jednego wpisu na blogu. Całymi dniami, gdy Józio wracał po przedszkolu do domu, biegaliśmy za nim. W domu zrywał zasłony, niszczył meble, brudził wszystko jedzeniem. Powrót autobusem był ciężki, wejście do jakiegokolwiek budynku np. do sklepu z meblami był niemożliwy - Józek myślał, że to czyjeś mieszkanie, wiec nie wchodził tam. Był tak trudny, że nie da się tego opisać. Teraz jest lepiej.
      pozdrowienia dla Was również

      Usuń
  2. Oj wróci... Skąd ja to znam?
    Często mamy podobne problemy. Idealnie jest, jak możemy wrócić i zgubę odnaleźć. Fatalnie - jak musimy czekać np. na otwarcie muzeum, w którym zapodział się gryzak. Tydzień z głowy, jeśli zaginionej rzeczy nie da się odnaleźć. Wtedy jedynym ratunkiem jest kupienie rzeczy dokładnie takiej samej.

    Byliście już w bibliotece odzyskać utraconą własność?

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam okazję w końcu zobaczyć reportaż i mocno mnie wzruszył.. zwłaszcza widok Józia. To cudowne, że dzieli się Pani swoim punktem widzenia umożliwiając tym samym szerszy ogląd świata. Rzeczywistość autyzmu, którą Pani pokazuje posiada niezwykły magnetyzm przyciągający uwagę odbiorców. I cieszę się, że miałam zaszczyt poznać Waszą rodzinę. Pozdrawiam! Beata
    PS W Pani wypowiedzi najbardziej podobał mi się pomysł odpowiadania ludziom na niestosowne komentarze:)Może z czasem stworzy się z tego jakaś powszechnie obowiązująca praktyka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam tylko raz ten reportaż, chociaż krótki to fajny! czekam na wersję w internecie, muszę jeszcze raz przyjrzeć się Józkowi, który śpiewa Alleluja podczas jednego z ćwiczeń.
      Pani Beatko - dziękuję za komentarze! co za ulga usłyszeć coś miłego, tak jak większość rodziców nasłuchałam się już wielu nieprzyjemnych słów - dość już tego!
      Pomysł na odpowiadanie na trudne komentarze - to dobry temat na jutrzejszy wpis

      Usuń
  4. Kochana ta nasza Elusia;* To wręcz niewiarygodne,że taki berbeć potrafi się dzielić sie tym co ma i to bez zachęty.Od razu przypomina mi się jak nakarmiła mnie wafelkami i chrupkami,a na koniec podsunęła swoja buteleczkę z sokiem do popicia,uważnie pilnująć abym zjadła wszystko,co mi zaserwowała;DDD Rośnie druga Florence Nightingale:) >Agnieszka<

    OdpowiedzUsuń