sobota, 5 maja 2012

dzień 48.

Gdy wdrapuję się na Józka wysokie łóżko nigdy nie wiem, co tam zastanę.
Czasem leżą ładowarki do nintendo, ułożone kolorami lub kształtami. Czasem dinozaury stojące na kartkach książek. Ściągałam już stamtąd model ucha wewnętrznego. Najczęściej jest wszystko to, co w danej chwili Józka interesuje, a do tego żółw, który wyświetla gwiazdy na suficie. Niewiele miejsca pozostaje dla samego Józka i chociaż dla niego wszystko to leży w określonym porządku, to i tak interweniujemy. Pozostaje tylko żółw z gwiazdami, a i tak, gdy rano zajrzałam do Józka spał obok swoich ulubionych płyt, ułożonych od części pierwszej do piątej.

Kiedyś potykaliśmy się o stada dinozaurów poustawianych od pokoju do łazienki, teraz raczej w myślach przyporządkowuje dinozaury do odpowiedniej epoki w dziejach Ziemi.
Józka zawsze wołam do wypakowywania sztućców ze zmywarki, bo najlepiej z nas wszystkich potrafi je ułożyć. Moją cichą nadzieją jest to, że jego upodobanie do porządku przeniesie się na posprzątanie po sobie kredek i ubrań bez mojego gderania i może kiedyś tak będzie. 

Zawsze jest świadomy dnia tygodnia, miesiąca i pory roku. Podoba mu się ustawienie miesięcy w roku. Pory roku, dni w tygodniu - to wszystko tworzy porządek. Dużo czasu zajęło mu przyporządkowanie odpowiednich ubrań do pory roku i zmiany długich spodni na krótkie. Teraz trzyma się tego kalendarzowo i gdy zdarzy się wiosną dzień chłodniejszy, to i tak Józio nie założy ciepłej bluzy, bo nic tu się wtedy nie zgadza.
Gdy przeprowadzaliśmy się do innego mieszkania, martwiliśmy się o Józka. Jeśli my bardzo przeżywaliśmy zmianę, to jak on to wszystko zniesie? Zaskoczył nas, bo on jako jedyny nie przejął się tym ani trochę. Zaopatrzony w nintendo ze sprawną ładowarką, trzymając dużą torbę z dinozaurami wprowadził się do nowego mieszkania tak, jakby zawsze tu mieszkał.
Pytam się go czasami, czy pamięta, że mieszkaliśmy kiedyś gdzie indziej. Patrzy na mnie wtedy obojętnie i kończy rozmowę. Za to ja z Jaśkiem często opowiadamy sobie o tym, jak nam fajnie było mieszkać na niezwykłym Zatorzu. Ja trochę tęsknię za małymi, klimatycznymi sklepikami, w których robiłam wystrzałowe zakupy, w dodatku za niewielkie pieniądze. Jasiek pamięta barwnych ludzi, których ta dzielnica przyciągała. Wspomina Kulfę, która wychodząc z psem przeklinała pod balkonami. Był też Mietek z długimi włosami i bujną brodą, niegroźny mimo wyglądu, wiecznie spacerujący tam i z powrotem. Gdy panował upał innego mężczyznę w damskim kapeluszu z kwiatami zapakowano w srebrzystą folię i zabrano karetką, ale już po kilku dniach spacerował po Zatorzu w czapce Mikołaja. Śmiejemy się, ale gdy rozglądam się za Józkiem, jego już z nami nie ma. Nie potrzebuje wspominania Zatorza. W jego uporządkowanym świecie pory roku nadal zmieniają się, tak jak się zmieniały, dinozaury na pewno wyginęły, a my mieszkamy teraz tutaj.
Zapraszam Was do przeczytania następnego tekstu o Krzysiu, naszym znajomym też z Zatorza. Od wczoraj na londyńskim blogu mums from London.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz