piątek, 4 maja 2012

dzień 47.

Józio zawsze uważnie przegląda moje zakupy i sprawdza, czy jest mięso, makaron, ser żółty i sok pomidorowy. Jeśli są, to będzie spaghetti!
To potrawa, która pojawiła się w naszym domu kilka lat temu i od razu stała się ulubionym daniem Józka, obok kiełbasy - jajko, ale to już wszyscy wiedzą.
Walczyliśmy wtedy i przegrywaliśmy z Józka wybiórczością pokarmową. Był taki moment, że jadł tylko ziemniaki i rosół, potem nagle przestał jeść rosół, a suche ziemniaki popijał mlekiem i sokiem pomarańczowym. Było to bardzo trudne dla nas, niepokoiliśmy się, jak długo można, bez uszczerbku dla zdrowia, jeść taki dziwny zestaw? Józio wtedy nie mówił i nie rozumiał tego, co my mówimy do niego. Słowa nie znaczyły zbyt wiele dla niego, za to obrazy wyjaśniały mu rzeczywistość. Wtedy pojawił się Luis.
cooking for kids with Luis
Wypożyczona z biblioteki płyta "Gotuj z Louisem" zmieniła w dużej mierze nawyki żywieniowe Józka raz na zawsze.
Gdy włączyliśmy film zobaczyliśmy świetnego 6 - latka, Luisa, który w kuchni czuł się pewnie i gotował z wielką pasją.
Nic więcej Józkowi nie było trzeba.
Louis ugotował spaghetti, Józek też chciał tego spróbować. Luis usmażył placki dla kolegi, Józek już trzymał mikser w rękach. Soki z sokowirówki, zakupy dziwnych warzyw w supermarkecie - Józek wszystko powtarzał za Luisem. Oglądał, uczył się, a piosenkę tytułową zawsze przeczekiwał z zatkanymi uszami. Cóż jedna zmiana na raz, nikt nie oczekiwał, że wraz z poprawą w jedzeniu pojawi się od razu brak nadwrażliwości na dźwięki. Luis w poszukiwaniu składników wędrował w różne miejsca, Józek też w supermarkecie rozglądał się za jedzeniem, które polecał Luis. Spróbował tortillę, nie smakowała mu, ale soki z sokowirówki pokochał. Pizzę Luisa też jeszcze wspomina, ale my od czasu przeprowadzki nie mamy jeszcze piekarnika.
Gdy zaczął mówić, jednym z pierwszych słów było "sasasi selesu", tak według niego brzmiały słowa Luisa: spaghetti bolognese.
Józio wciąż jest wierny tej potrawie, chociaż jego wersja jest nieco prostsza niż oryginalna Świeżo zmielone mięso, do tego sok pomidorowy i ser żółty, wszystko zmieszane z makaronem.

Nie dla nas niestety dodatek cebuli i oregano lub bazylii. Czosnku też do potrawy nie dodajemy...

Józio oczywiście gotuje razem ze mną. Ściera ser, wsypuje makaron do garnka, miesza smażące się mięso.
Nie może doczekać się swojej potrawy. A to podejdzie i złapie za całą garść makaronu, a to prosto z patelni wyjada łyżką sos z mięsem. Jeśli wyjdę na chwilę z kuchni, to już pokrywka jest odsunięta, a Józek chodzi po kuchni oblizując pomidorowe wąsy. Oczywiście mając niedowrażliwość twarzy nie czuje nawet gorąca tej potrawy.

Zdjęcia zrobiłam specjalnie dla Józka. Nie rozumie, że piszę o nim codziennie tekst, natomiast zainteresował się już kilka razy dołączonymi przeze mnie zdjęciami.
Smacznego Józku!





Jedna z rzeczy długo czekała na powtórzenie za Luisem: jego wizyta w restauracji chińskiej. Po przeprowadzce do nowego mieszkania Józek wypatrzył znajdującą się niedaleko restaurację z chińską reklamą. Był zachwycony, gdy zaszliśmy tam ostatnio na frytki. W środku Józek powtarzał wszystkim spotkanym ludziom: ja jestem z Europy, a Wy nie!
Już dzisiaj w piątek 4 maja o godz. 19.05 w TVP Info w paśmie lokalnym emitowany będzie reportaż o naszej placówce autorstwa red. Marty Gołąb. Głównymi bohaterami będą: mój Józek, Michał Piaskowski oraz Kacper Stachurski. Kto może, niech ogląda!
A na londyńskim blogu mums from London właśnie pojawił się nowy tekst o Krzysiu. Zapraszam  - czytajcie - komentujcie - udostępniajcie.


4 komentarze:

  1. przeczytałam dzisiaj Twojego bloga - jesteś niesamowitą mamą !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to takie niespodziewane miłe słowa, dziękuję! Przypominam sobie od razu różne sytuacje z Józkiem, społecznie nie akceptowalne, w których słyszałam zupełnie inne zdania na swój temat, zaczynały się od słów: co za źle wychowane dziecko!
      Przyjemnie jest przeczytać dla odmiany coś dobrego.
      Pozdrawiam mamę czwórki dzieci i do usłyszenia na blogu (Twoim i moim).

      Usuń
  2. Ja tam wiem jedno - spaghetti bolognese w wykonaniu Józka jest przepyszne i na samo wspomnienie dostaję niekontrolowanego ślinotoku.I tak sobie myślę,że skoro Józio opracował autorską wersję tak nieprzyzwoicie mniamuśnego papu,to może by nazwać tą wersję na jego cześć - SASASI SALESU A'LA JÓZIO ( w wersji alternatywnej A'LA JOSE):)? A niech nam Hiszpanie i Włosi zazdroszczą! Agnieszka.C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a jak egzotycznie brzmi - sasasi selesu a'la Jose!
      Każdy by chciał spróbować!
      przypomniałam Józkowi, że jeszcze niedawno mówił: sasasi
      odpowiedział:
      -chyba byłem małym dzieckiem...

      Usuń