czwartek, 3 maja 2012

dzień 46.

Kiedy słyszę: "park linowy" najchętniej pojechałabym tam od razu. Uwielbiam patrzeć na moich chłopaków wspinających się wysoko na różne platformy, równoważnie, wiszących na linach. Chłopcy nawet nie musieli mnie wczoraj zbyt długo namawiać. Zakładam buty, pakuję soki i wychodzę. Gorzej jest z namówieniem taty. Gdy ja spaceruję pomiędzy drzewami, Jarek pilnuje Józka na górze, a to nie jest najłatwiejszym zadaniem. Tym razem tata też się zgodził, nieświadomy tego, że Józek usiądzie mu na kolanach 6 metrów nad ziemią i razem zawisną na siatce.
Chłopcy po drodze ustalili, że najwyższy czas wejść na trudną trasę, skoro już pierwszą i średnią przeszli w ubiegłe wakacje. Trochę im czas na tym zleciał, choć żaden z nich nie słuchał nas mówiących, że trasa będzie ustalana przez prowadzącego.  
- Cześć, Józek! - woła instruktor z naszego ulubionego parku. Ostatnio byliśmy tutaj rok temu, ale uwierzcie mi - Józka się nie zapomina. Po wysłuchaniu ich prośby o najtrudniejszą trasę (właściwie dla dorosłych) decyzja była krótka: ćwiczymy trasę średnią!

Chłopcy - już w kaskach i specjalnej uprzęży przeszli jeszcze jeden kurs zapinania karabińczyków i bloczków.  Oczywiście zapierali się, że już nie trzeba, już się kiedyś uczyli.
Za chwilę są już wysoko:



Jak dla mnie naprawdę wysoko:
zdjęcie Jaś Budny

Trasa, na którą weszli ma 24 przeszkody i jest około 6 -7 metrów nad ziemią. Przed każdym nowym etapem, czy to były obręcze, czy most linowy, krzyczeli do mnie z góry:
- teraz to dopiero będzie najtrudniejsze!
Odmachałam im z dołu:
- tak, tak wiem! 
i mruczałam pod nosem "dobrze, że to jeszcze nie ta najtrudniejsza trasa..."
zdjęcie: Jaś Budny

Jasiek świetnie sobie radził, Józek miał tylko dwa trudniejsze momenty. Gdy na długiej linie trzeba było odbić się i przeskoczyć na drugą stronę, Józek zawisł w połowie. Jarek ściągnął go do siebie, rozbujał go, a Józio, śmiejąc się w głos, znów zawisł. W końcu, żeby nie zostać na tej przeszkodzie Jarek popchnął go mocniej i tym razem udało się.  Dalej była siatka. Siatka jest zawieszona w pionie i trzeba przejść dalej trzymając się jej. Józek przeszedł połowę, potem zaczął marudzić, że bolą go ręce. Niedaleko był tata, więc po prostu Józio usiadł mu na nogach, żeby odpocząć. Jarek zawisł trzymając się rękami siatki. Oczywiście każdy z nich był przypięty karabińczykami. Wyglądało to komicznie, ale nie dla Jarka.

W tym roku jeszcze Staś i Ela ze mną stali na dole. W następnym roku chyba zostanę już sama:


Na końcu jeszcze największa frajda: zjazd tyrolski nad ziemią i już wracamy do domu.
W ubiegłym roku opisałam nasze wyjście do parku linowego na konkurs portalu miastodzieci.pl. Opis wraz ze zdjęciami dzieci znalazł się w internetowym przewodniku dla rodziców z dziećmi. Zobaczcie tutaj chłopaków z tamtego roku, nic się nie zmienili!
Więcej o parku na stronie:

5 komentarzy:

  1. Brawo dla Jozka! Naprawde podziwiam :-) Kamil to by sie samego widoku przestraszyl, ja zreszta tez :-) Pozdrawienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też ich podziwiam, ale zawsze z dołu...
      dziękuję za pozdrowienia i trzymajcie się
      Nareszcie nauczyłam się, jak wrzucić listę czytanych blogów w pasku obok wpisów, więc Twój blog -nasz mały Aspi -też już u mnie widnieje.

      Usuń
    2. Witam,Wojtek też lubi ten Park Linowy -średnią trasę i oczywiście tyrolkę nad stadionem.
      Gratulacje za dzielność dla Józka.Nie można też zapomnieć o dwóch pozostałych "panach" im też należą się gratulacje.
      Zachwyciło mnie zdjęcie Eluni,oraz wzrok pełen tęsknoty Stasia.Pozdrawiam.

      Usuń
    3. czy na tej najtrudniejszej trasie Wojtek już był?
      mnie też te dwa zdjęcia rozczulają, Staś ma takie duże wpatrzone oczy, a Elcia wzięła sprawy w swoje ręce.

      Usuń
    4. Wojtek pokonał dwa razy najtrudniejszą trasę,twierdzi że jest za długa,dlatego woli pokonywać przeszkody na trasie średniej.Dokonał tego jak był trochę starszy niż teraz Józek.Myślę że za cztery lata Józkowi też to się uda,a może wcześniej;)

      Usuń