środa, 18 kwietnia 2012

dzień 31.

Zaginiony chłopiec, Adam z Georgetown w Toronto, odnalazł się wczoraj po 18 godzinach poszukiwań. Przeszedł 15 kilometrów bez butów i w piżamie. Kiedy szedł wzdłuż torów kolejowych zauważył go reporter z telewizji, która wciąż nadawała komunikaty o jego zaginięciu.
Adam ma zespół Aspergera, czyli zaburzenie ze spektrum autyzmu. Wyszedł z domu po kłótni z rodzicami o czas spędzany przez niego na graniu w komputerze.
Józio rozłoszczony na nas, też w skarpetach, biegnie do naszych sąsiadów. Siada tam przed telewizorem i mówi, że nie będzie z nami już dłużej mieszkał. Potem wraca  do nas, do swoich książek i do swoich figurek dinozaurów.
Dłuższych wypraw i ucieczek już nie planuje, co przyjmujemy z dużą ulgą. Od czasu, gdy łatwiej komunikuje się z nami nie uciekł ani razu. Teraz, z kalendarzem w ręku, uzgadnia terminy wyjazdu do parku linowego lub propozycje jadłospisu - przeważnie spaghetti na obiad. 
Ostatnią ucieczką Józka był zimowy bieg przez las. Wydarzyło się to podczas kuligu ze znajomymi kilka lat temu.
Jechaliśmy przez las, co chwila spadaliśmy z sanek i świetnie bawiliśmy się do czasu postoju. Wtedy weszłam do auta, po rozmowie ze znajomymi o konieczności pilnowania Józka. Gdy wyszłam - jego już nie było. Dorośli myśleli, że podszedł do grupy dzieci, dzieci myślały, że jest z dorosłymi. Uciekł - tylko gdzie? Otaczał nas las, po środku biegła prosta, długa droga, zakręcająca w oddali.

Na śniegu pełno śladów: sanek, butów. Pomyślałam, że Józka coś musiało zainteresować po drodze i postanowił tam wrócić. Razem z Jaśkiem pobiegliśmy drogą powrotną, wypatrując po drodze śladów. Na drodze, którą biegliśmy znalezienie jego śladów było niemożliwe, ale pozostawało jeszcze pobocze. Między korzeniami, obok drogi zobaczyłam nagle ślad jego butów. Wyglądało na to, że skręcił z głównej drogi i pobiegł prosto w las. Biegł tak, jakby miał mapę w głowie, nie zatrzymywał się i nie zastanawiał się. Nagle las, przez który biegliśmy, skończył się i znaleźliśmy się w miejscu, które wcześniej jadąc saniami mijaliśmy. Józek siedział wysoko na stosie ściętych pni drzew. 

Nigdy wcześniej nie szliśmy tym skrótem właśnie pokazanym nam przez Józka. Ten fragment lasu Józio dobrze znał, latem często spacerowaliśmy tamtędy, ale zawsze główną drogą, nigdy nie zbaczaliśmy z obawy na kleszcze. 
Pozostanie to dla mnie tajemnicą, jak obliczył ten skrót prowadzący prosto do sterty drzew. 




4 komentarze:

  1. Józio, ale Ty masz pomysły:) Pozdrawiam Julka O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pozdrawiamy stałą czytelniczkę!

      Usuń
    2. Witam,czytając o tym jak to Józek "zwiedzał las",przypomniałam sobie jak siedmioletni Wojtek zostawił mnie i ciocię w lesie(uciekł) i poszedł samotnie do domu cioci.
      Chodziłyśmy i nawoływałyśmy,przed oczami miałam najczarniejszy scenariusz-gdy zauważyłam przejeżdżający samochód.Po wyjściu z lasu zadzwoniłyśmy z najbliższego sklepu do domu cioci( nie miałam wtedy jeszcze telefonu komórkowego) i okazało się że Wojtek bezpiecznie z wujkiem ogląda telewizję.Kamień spadł mi z serca.Kiedy pytałam jak trafił,
      powiedział że zapamiętał drogę którą szliśmy.Co dziwne tą drogą szliśmy pierwszy raz.
      Widocznie droga którą chodzą nasze dzieci jest przez ich umysł bardzo dokładnie rejestrowana, a później jest tak jakby mieli GPS-a w głowie.

      Usuń
    3. nasze dzieci mają niesamowite talenty, GPS w głowie jest jednym z nich. Właśnie znalazłam artykuł o firmie w Niemczech, która zatrudnia autystów, właśnie ze względu na ich zdolności. Jak przeczytam do końca, jutro podam link do niego we wpisie.
      Cieszę się zawsze, gdy widzę coś o Wojtku w komentarzu.

      Usuń