poniedziałek, 16 kwietnia 2012

dzień 29.


Redaktor z Gościa Niedzielnego, który niedawno spotkał się z nami, a potem napisał artykuł o Józku (wczorajszy GN), powiedział przy wyjściu:
- wesoło tu u Was
- wesoło i głośno - dodałam.
Niestety przez ostatnie dni u nas jest tylko głośno. Jesteśmy wyjątkowo rozdrażnieni. Trudno byłoby znaleźć jedną przyczynę. Wiadomo, na każdego może źle wpłynąć wywiadówka i spalona pizza, którą wczoraj mi dowieziono na urodziny Jaśka. Zaplanowana wyprawa urodzinowa po skrzynkę geocachingową okazała się pełnym błota i szlamu niewypałem. Ostatnio nie mamy ani chwili dla siebie. Po basenie z dziećmi nawet nie zdążymy wywiesić kąpielówek, a już ktoś jest głodny, ale chrupki do mleka nie są tymi ulubionymi. Kolejka do komputera kontrolowana jest alarmem w mojej komórce, ale nawet to wywołuje kłótnie między synami. Ktoś stara się nie odrobić lekcji, a pozostali w tym czasie gubią trzy klocki lego. Oczywiście nie swoje. Awantura o klocki trwa długo. Chcąc nie chcąc włączyłam się w poszukiwania, zajęło to czas, który mogłabym spędzić na obejrzeniu dobrego, długiego filmu. Dyskusja, jaka wywiązała się po tym, jak już nie znaleźliśmy tych trzech klocków, trwała jeszcze dłużej. Prawie wszystkim udzieliło się ogólne poczucie pokrzywdzenia i rozgoryczenia.
Tylko Józio ma coraz lepszy humor. Po odkryciu dla siebie serialu BBC "Wędrówki z dinozaurami",  jest po prostu szczęśliwy.
Kiedy wszyscy biegają po mieszkaniu z okrzykami:
- dlaczego pozwoliłaś mu dotknąć tego pudełka z klockami?
Józio w spokoju ubiera się do szkoły albo na basen. 
Nie przejmuje się naszymi krzykami, jest skupiony na rysowaniu i daje mu to coraz więcej radości i satysfakcji. 
autism spectrum disorder, through my eyes

Chociaż wczoraj zrobiliśmy coś, co na chwilę oderwało go od pracy.
Gdy weszłam do pokoju, żeby zagonić chłopców do sprzątania, natrafiłam na ich silny opór. Jasiek położył się na łóżko, przyjął pozę zbuntowanego nastolatka. Ja - mając w pamięci ten mój czas wolny, stracony na szukanie lego, położyłam się na podłogę w takiej samej pozycji. 
- ja też już więcej nie sprzątam.
Słysząc to Józek odsunął się od komputera, przyjrzał się dokładnie Jaśkowi, popatrzył też na mnie i powiedział:
- mama dzidziuś, małe dziecko ha ha ha.
Długo nie mogliśmy przestać się z tego śmiać, a potem już w innym zupełnie nastroju zabraliśmy się wspólnie do porządków.


Józio wrócił później do swojego rysunku.  Narysował wczoraj ewolucję jednego gatunku. Włożył w to dużo pracy, bo nie przerysował gotowej planszy. Zatrzymywał film, gdy pojawiał się interesujący go fragment, zapisywał wtedy datę, która pojawiała się na ekranie, a potem rysował, to co zapamiętał. Po raz pierwszy też napisał informacje o zawartości tlenu i niebezpieczeństwach. Nie zapamiętał jeszcze całych napisów tylko ich część, ale na mnie zrobiło to wrażenie.


3 komentarze:

  1. Artykuł w GN przeczytałam. Fajnie, że była w nim także mowa o tym , jaki sposób dzieci z autyzmem przygotowują się do Pierwszej Komunii. Szczerze, nie miałąm pojęcia jak i tak trudne tematy związane z duchowością przekazać dzieciom myślącym bardzo konkretnie... doris

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu do Ciebie trafiłam - artykuł z "Gościa" się przyłożył bo informacja z Twojego smsa o blogu trafiła gdzieś głęboko w pokłady rzeczy "do zapamiętania" :) Nie wiedziałam, że Józio dostarcza Wam aż takich głębokich, fajnych doznań, zawsze zatrzymywałam się na etapie raczej informacji o zawirowaniach, jakie z nim przeżywacie. To błogosławieństwo, że umiecie to dostrzec i skupić się na tym. Pozdrawiam serdecznie :) Ania D. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rysunek jest niesamowity,naprawdę robi wrażenie!!!

      Usuń