środa, 4 kwietnia 2012

dzień 17.

Wielka Ucieczka Józka, którą opisuję już kolejny dzień, trwała mniej więcej godzinę. W szukanie Józia zaangażowało się wiele osób: policja, taksówkarze, rodzina, sąsiedzi, napotkani znajomi.
Wszystkich przerażała myśl, że zaginął chłopiec, który nie ma świadomości niebezpieczeństwa, nie zwróci się o pomoc do nikogo, a zapytany nie odpowie na proste pytania.
Dowiedzieliśmy się o zaginięciu Józka kilka minut przed jego odnalezieniem. Od razu wiedzieliśmy, że prawdopodobnie będzie przy jednej z dwóch dawno nie widzianych myjni: przy Carrefourze lub przy Tesco. Kiedy my typowaliśmy myjnie, do których mógł pójść, dwóch mężczyzn - właścicieli toru gokardowego - zwróciło uwagę na Józka. Od dłuższego czasu kręcił się przed myjnią obok Carrefoura, kilka kilometrów od mieszkania babci. Kiedy Jarek pobiegł do najbliższej myjni, a ja chciałam zadzwonić na policję z informacją o naszych przypuszczeniach, Józek siedział już w samochodzie gokardzie.
Jaś, jego brat, zawsze zazdrości mu tego, że w oczekiwaniu na policję Józio jeździł po torze gokardowym, a potem jechał w samochodzie policyjnym.
Nigdy nie dowiemy się, jak tam dotarł. Czy ktoś pomagał mu przejść przez ulicę? Czyżby nikt nie zauważył maszerującego samotnie pięciolatka?
Wyściskaliśmy mocno Józka, choć nam się wyrywał. Podpisaliśmy zeznania. Nie mogliśmy nacieszyć się tym, że Józio odnalazł się. Przekrzykiwaliśmy się, próbując ustalić, co się wydarzyło. Nagle umilkliśmy, bo zobaczyliśmy, co robi Józek.
Józio usiadł przed telewizorem i oglądał ulubiony program emitowany przez Discovery "Szkoła przetrwania", w którym podróżnik i były żołnierz służb specjalnych Bear Grylls pokazuje jak przetrwać w ekstremalnych warunkach.
Zamilkliśmy i patrzyliśmy z zastanowieniem na Józka. Czyżby planował następną wyprawę?
Józio przyjrzał się uważnie Bearowi 
by grouphting

i powiedział:
- wracaj do domu.
Jeszcze tylko raz nawiązał do swojej Wielkiej Ucieczki. Gdy wracając ze szkoły zobaczył samochód policyjny, wyjrzał przez okno auta i zawołał:
- zły policaj!
Nie była to, niestety, Józka ostatnia ucieczka, ale w tej chwili jest nam łatwiej. Wcześniej, nie rozumiejąc słów, Józio nie mógł zrozumieć niebezpieczeństwa. Teraz prawie dziewięcioletni Józek świetnie posługuje się kalendarzem, zna się na zegarze. Jeśli bardzo mu zależy na pójściu np. do parku linowego, to zapisujemy w kalendarzu datę wyjścia. Wczoraj, gdy wracałam z nim ze szkoły, zabrałam mu jego komiks i powiedziałam:
- dostaniesz go w domu, jeśli nie odejdziesz ode mnie na odległość 15 kroków.
Bardzo mu się to spodobało i rzeczywiście, licząc kroki, spokojnie wróciliśmy do domu.



4 komentarze:

  1. świetnie to opisujesz, czuję się, jakby była wtedy z Wami.
    W napięciu czekałam od wczoraj, żeby dowiedzieć się, gdzie Józio był?
    Gdzie Ty się nauczyłaś tak pisać?

    OdpowiedzUsuń
  2. już w listach do rodziców z kolonii pisałam:
    "Pierwszego dnia obtarłam sobie nogi do krwi,
    potem było już tylko gorzej..."
    Dzięki za Wasze komentarze, dobrze jest wiedzieć to, jak odbieracie mój blog.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale to się czyta, kochana!!!! Koniecznie chcę tę opowieśc u siebie, please.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście. Dodatkowo dorzucę historię ucieczki Józka w lesie podczas kuligu i wspinanie się po dwupiętrowym rusztowaniu.

    OdpowiedzUsuń