czwartek, 22 marca 2012

dzień 4.


Od wczoraj w naszym domu, choć mamy okres Wielkiego Postu, pojawiły się dekoracje wielkanocne. Wszystko za sprawą Józka, który ze szkolnych warsztatów w Muzeum Etnograficznym w Olsztynku przywiózł własnoręcznie wykonaną palmę, koszyczek i zająca. Oraz mazurek.

Dzięki dużej aktywności klasy Józio ma coraz więcej miejsc na swojej mapie, myślę, że od wczoraj Olsztynek pojawił się na niej.

Istnienie mapy Józka jest tylko moim wymysłem, albo inaczej napiszę: podejrzeniem. Nikt jej nigdy nie widział, nigdy nie została narysowana.

Ale jak mam inaczej wytłumaczyć to, że Józek trafi do domu z każdego miejsca w Olsztynie. W samochodzie często rękami rysuje w powietrzu plan, którędy samochód będzie jechał. Doskonale zna rozmieszczenie olsztyńskich kościołów oraz myjni. I kościoły i myjnie przez długi czas należały do jego fascynacji, z tym, że tylko kościoły rysował.

Mapa musi mieć swoje granice. Do niedawna Józia mapa kończyła się w Gietrzwałdzie, 15 kilometrów od Olsztyna. Tam nieraz z kartką na podkładce rysował Sanktuarium lub zachwycał się malowanym sufitem.

Za Gietrzwałdem nie było już nic - według Józka.

Przekonaliśmy się o tym, gdy w maju ubiegłego roku pojechaliśmy do Gdańska odebrać II nagrodę w konkursie, o którym już pisałam. Przygotowaliśmy Józka do wyprawy, opowiedzieliśmy o oceanarium, które chcieliśmy odwiedzić w Gdyni, pokazaliśmy na mapie, dokąd jedziemy. Do pokonania mieliśmy około 160 kilometrów w jedną stronę (Jarek dodaje, że do Gdyni 190 km). Jechaliśmy przez Gietrzwałd, więc wszystko początkowo było w porządku. Za Sanktuarium Józek rozejrzał się uważnie i nagle rozpłakał się. I tak wyglądał nasz cały wyjazd, bo Józio skończył płakać dopiero po powrocie do domu wiele godzin później.

Wszyscy wpadliśmy w ponury nastrój. Trochę pocieszaliśmy Józka, ale tylko trochę, byliśmy bardzo zmęczeni kilkugodzinnym krzykiem w samochodzie. W Gdyni szybko przebiegliśmy przez oceanarium z Józkiem, który wołał, że się zgubił i już nigdy nie trafi z powrotem do domu. W Gdańsku wpadliśmy na Starówkę, gdzie odebraliśmy nagrodę i pobiegliśmy do samochodu. Po drodze minęliśmy piękne kamienice, którymi w innych warunkach Józek zachwyciłby się i na pewno zechciałby je namalować. Teraz przez łzy chyba nawet ich nie widział. Po telefonie od wychowawczyni Józia, z pytaniem:

- jak Wasza wyprawa i czy robicie zdjęcia?

- aaa, zdjęcia...

szybko zrobiliśmy jedno zdjęcie:

 

W drodze powrotnej było nam go już tylko żal, cała złość na niego ulotniła się. Pokazywaliśmy mu miejsca, które wcześniej mijaliśmy: dom z sieciami rybackimi, Mcdonald's. Zachrypnięty powtarzał, że już nigdy nie odnajdziemy domu. Uspokoił się dopiero w Olsztynie.

Potem pojechał z klasą do Ostródy, 35 km od Olsztyna na trasie do Gdańska i wycieczka była udana. Tak jakby na jego mapie nowa trasa została już zapisana.

Kilka miesięcy później musieliśmy pojechać do Warszawy, pilny wyjazd do przychodni lekarskiej. Tym razem postanowiliśmy jechać bez Józka. Zbuntowaliśmy się. Mieliśmy nawet opiekunkę dla niego, która nagle zrezygnowała, więc niechętnie wzięliśmy go ze sobą.

Tym razem Józio zastosował inną technikę, żeby pogodzić się z tą zwiększającą się odległością od Olsztyna. Przez kilka godzin podczas drogi opowiadał nam długą historię, o tym, jak w Warszawie znajdzie mieszkanie i tam zamieszka, i już nigdy nie wróci:

-"bo to za daleko".

Nigdy już nie zobaczy pani Dorotki, swojej wychowawczyni ani kolegów z klasy. Mieszkanie będzie niebieskie, a on już nigdy nie pójdzie do swojej szkoły:

-"bo to za daleko".

W Warszawie czuł się bardzo dobrze, oglądał domy, zastanawiał się, w którym zamieszka. Nie wiem, czy w ogóle zorientował się, po co naprawdę do tej Warszawy przyjechaliśmy.

Problem zaczął się, gdy wieczorem wracaliśmy.

Pozytywne było to, że tym razem krzyk i płacz były tylko w drodze powrotnej.

Powrót do domu nie ucieszył go wcale.

W tym roku planujemy wyjazd do Krakowa.

Ciekawe, co Józio w związku z tym zaplanuje...

Zamieszczam adres strony internetowej, na której rodzice dzieci z autyzmem mogą wziąć udział w ogólnopolskiej ankiecie. Celem ankiety jest zbadanie aktywności turystycznej dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

http://www.autystopowicz.pl/
. Moja ankieta: dwa wyjazdy w ciągu ubiegłego roku, w dodatku na drugi nie chcieliśmy Józka zabrać ze sobą. Kiepsko!

Dziękuję wszystkim za odwiedzanie blogu, ilość odwiedzin, widoczna na liczniku, wciąż mnie zaskakuje i motywuje!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz