niedziela, 25 marca 2012

dzień 7.

Sposobem na idealnie spędzoną sobotę jest według Józia całodzienne granie w gry w komputerze i na nintendo przy szczelnie opuszczonych roletach. Jeśli do tego udałoby mu się odpowiednio długo stać przed otwartą lodówką i wpatrywać się w nią - to naprawdę weekend należałby do udanych. W kwestii wyjścia na podwórko - minimum, przerwy w grze - tylko na jedzenie.
W tę sobotę najwyraźniej zaplanował sobie przejście wszystkich poziomów w grze Mario, czyli około 12 godzin gry. Wyglądało to na autystyczną fiksację, więc podstępnie już około szóstej rano spakowaliśmy Józka na basen, tym sposobem oderwaliśmy go na jakiś czas od komputera. Nawet przeszedł pieszo trasę w kierunku basenu.
Po powrocie lodówka - naprawdę nie wiem - na co on się tak długo patrzy! Nareszcie powrót do grania w weekendowego Super Mario 63. Ale nie na długo. Zaplanowałam wyjście z dziećmi na podwórko.
Podstęp już był, teraz pora na mój szantaż. Powiedziałam, że zacznę robić obiad dopiero po zabawie na placu zabaw. Józio od razu pobiegł na podwórko. Jeszcze chciałam założyć buciki Eli i swoją kurtkę,ale zostawiłam wszystko, bo nagle usłyszałam jego rozpaczliwe wołanie
- mamo!
- mamo!
szybko byłam przy nim i huśtawkach
- co się dzieje, Józio?!
- mamo! Mamo! Zrób obiad! Mamo!
Z placu próbował trzy razy uciekać do domu, do Mario. Drzwi były zamknięte, więc odwiedził sąsiadów i już chciał siadać przy ich komputerze, w butach i kurtce, ale zabrałam go do domu.
Trochę pozwalałam mu grać, potem przerwa. Podczas przerw nie wiedział, co ze sobą zrobić. Propozycje zabawy odrzucał. W końcu, myśląc chyba wciąż o Mario, usiadł w małym krzesełku do karmienia Eli. Stopy pod dziwnym kątem utkwiły pomiędzy szczebelkami, a tułów mocno wbił się między tacą do karmienia a siedziskiem. Próbując się wydostać kręcił się jeszcze mocniej i ciągle w krzesełku runął na ziemię.
- Do szpitala! -krzyknął
Jasiek z zafascynowaniem patrzył na Józka
- Zrób mu zdjęcie! To wygląda świetnie
Ela próbowała wepchnąć się też do swojego krzesełka, ale naprawdę nie było już tam miejsca.
- Do szpitala!
Próbowałam go wyciągnąć, ale bezskutecznie. Wyobraziłam sobie przez chwilę, że jadę z Józkiem w wózku Eli do szpitala, a nogi krzesełka sterczą spod budy wózka.
Nie zrobiłam zdjęć, nie wsadziłam do wózka prawie 9-letniego chłopaka sterczącego w małym krzesełku. Zaczęłam powoli prostować jego stopy i  po jakimś czasie udało się. Gdy uwolniliśmy stopy, z resztą Józio sobie poradził sam.

- Przepraszam, to było głupie krzesełko - tak posumował swoje utknięcie.
A potem, jak gdyby nigdy nic, narysował ostatni poziom gry, którą i tak udało mu się przejść.


2 komentarze:

  1. Grałem w tą grę razem z Filipem. I pamiętam ten poziom. Bardzo ładnie odtworzony :) Pozdrawiam Bartek.

    OdpowiedzUsuń