czwartek, 29 marca 2012

dzień 11.


To aż blogu mi trzeba było i opisywania Józka, żeby zorientować się, jak Józio zmienił swoje reakcje na nowe sytuacje.
Wczoraj byliśmy po raz pierwszy z nim u dentysty. Rok wcześniej takie wyjście poprzedzone byłoby obmyślaniem strategii poradzenia sobie z Józkiem i szczegółowym rysowaniem przyszłych wydarzeń na  kartce papieru. Józio przypominał mi zawsze obcokrajowca zrzuconego na spadochronie do kraju o bardzo niezwykłym języku, którym wszyscy posługują się szybko i sprawnie, wszyscy - oprócz skoczka, który próbuje rozplątać sznurki. Żeby trochę zmniejszyć Józka problemy z rozumieniem naszych rozmów, rysowaliśmy mu nowe zdarzenia. Gdy mówiliśmy - jedziemy do lekarza - to Józio przybierał taki wyraz twarzy:

Gdy rysowaliśmy mu środek komunikacji, cel główny, czas trwania i  zakończenie wizyty, nareszcie rozumiał, o co nam chodziło. Dopóki wszystko szło zgodnie z planem, Józek dobrze funkcjonował. 
Kiedyś siedzieliśmy przed gabinetem okulisty, który miał przyjmować od godziny 8.00 - według informacji umieszczonej na drzwiach.
Minutę po ósmej lekarza nie było, zresztą dwadzieścia minut później też nie. Bardzo to rozłościło Józka, który tłumowi oczekujących ludzi z małymi dziećmi na rękach wykrzyczał:
- nie to nie. Nie będzie tego lekarza, to nie! I to koniec! Pójdę poszukam innego lekarza, który będzie.
I poszedł.
Nawet zdobył aplauz u pozostałych pacjentów. Ktoś zawołał za nim:
- nareszcie ktoś zrobi porządek z tą Służbą Zdrowia!

Na tej wczorajszej wizycie nie trzeba był robić żadnych porządków. Było po prostu świetnie. Józek trochę próbował przyporządkować nieznane słowo "dentysta"  do tego, co już znał. Coś mówił o antybiotyku i zapaleniu ucha, ale spokojnie oczekiwał tego, co się wydarzy. Przygotowania na kartce nie były nam potrzebne. Józia zaniepokoił tylko fakt, że odbieramy go ze szkoły, pomiędzy lekcjami, a w samochodzie siedzi już Jaś, Staś i Ela. Odreagował to pytaniami:
- czy ja wrócę do szkoły, czy do domu?
- czy Staś wróci do przedszkola, czy do domu?
- czy Jaś wróci do domu, czy jeszcze pójdzie do szkoły?
Na szczęście przy zadawaniu pytań o Elę potok słów skończył się.
W poczekalni wyciągnął kredki i zeszyt i poprzez rysowanie trochę odgrodził się od bodźców. Dla mnie nieznana osoba, która siedzi obok i mówi szczegółowo o zakupach na Święta jest zrozumiała, ale dla Józka, który właśnie poznaje nową sytuację: "wizyta u dentysty" reszta osób i ich mowa to tylko chaos.
Pani dentystka pokazywała mu wszystkie urządzenia i sprawdzała na jego ręku, jak działają. Józkowi z wrażenia zaschło w gardle, co chwila powtarzał:  - mogę wodę?
Gdy pani zaproponowała: - policzmy zęby - poczuł się, jak u siebie w domu, przy oglądaniu atlasu anatomicznego.  Gdyby jeszcze mógł zobaczyć wyrwanego zęba z korzeniami, jego radość byłaby pełna. Na szczęście dla nas zęby ma zdrowe, więc korzeni nie musieliśmy oglądać. Józio zaakceptował nową sytuację, przestał powtarzać "dentysta antybiotyk", tylko "dentysta - mam zdrowe zęby!"
Zawieźliśmy Józia do szkoły, Stasia do przedszkola, Jasia do szkoły. Pomyślałam: - wszystko zgodnie z planem, Józeczku!

Dostałam zaproszenie z blogu http://mumsfromlondon.com/ do napisania kilku postów. Już mam w głowie pewien plan, o którym tylko wspomniałam we wczorajszych komentarzach.  Pojawię się gościnnie już drugiego kwietnia na londyńskim blogu z opowieściami o znajomych dzieciach i ich mamach z naszej placówki.
Znajomi piszą o nas na Facebooku, adres pojawił się u Piotra, u Kaśki i na koncie Naszej Klasy u pani Agnieszki. Dziękuję Wam.


3 komentarze:

  1. ...ale ten Twój projekt Bogusiu się rozrasta,rośnie jak chleb razowy na zakwasie;) Zatem wszystkim czytającym życzę smacznego życia...Ze wszystkimi jego niespodziankami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,z wychodzeniem gdziekolwiek zawsze jest problem,dokładnie muszę określić miejsce gdzie idziemy i godzinę wyjścia.Kiedy zdarza się że o tym zapomnę, muszę bardzo długo tłumaczyć i przekonywać,aż w końcu Wojtek zdecyduje się iść. Zupełnie inaczej jest jak to On sam wymyśli,że musi gdzieś wyjść, wtedy dzieje się to natychmiast,muszę wszystko zostawić i z nim iść.W kolejkach do lekarza tak jak Józek nie lubi czekać. Jak był mniejszy,brałam książkę i mu czytałam. Teraz sam czyta, albo siedzi i myśli, nie można wtedy do niego się odzywać i mu przeszkadzać,tak jakby odgradzał się od ludzi w poczekalni.

      Usuń
    2. Dokładnie - gdy Józio nagle wpadnie na jakiś pomysł wyjścia: myjnie, rower, lody latem, to trzeba wszystko rzucać, łapać za buty i gonić za nim. Może oni wcześniej sobie to planują w szczegółach, a potem po prostu realizują?

      Usuń